Chłodne przyjęcie księcia Williama i księżnej Kate w Szkocji i Walii

Chłodne przyjęcie księcia Williama i księżnej Kate w Szkocji i Walii

Chłodne przyjęcie w Szkocji i Walii księcia Williama i księżnej Kate, którzy przyjechali podziękować kluczowym pracownikom i wolontariuszom za zaangażowanie w walkę z epidemią, pokazuje, że poszczególne części kraju coraz bardziej się oddalają od siebie.

Podczas zakończonej we wtorek podróży William i Kate odwiedzili kolejno stolicę Szkocji - Edynburg, Berwick-upon-Tweed, Batley i Manchester w Anglii, stolicę Walii - Cardiff, zaś na koniec przyjechali do leżącego pod Londynem zamku w Windsorze. W tracie podróży spotykali się z ratownikami medycznymi, wolontariuszami, którzy prowadzili rozmowy z seniorami, aby ci nie czuli się osamotnieni, wolontariuszami z banków żywności, uczniami szkoły podstawowej i studentami.

O ile jednak zwykli ludzie, z którymi spotkała się książęca para docenili jej gest i podziękowania, to władze Szkocji i Walii potraktowały członków rodziny królewskiej bardzo chłodno, sugerując, iż w obliczu restrykcji wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa, taka wizyta nie powinna w ogóle mieć miejsca.

"Wizyta rodziny królewskiej jest sprawą dworu królewskiego, więc wszelkie pytania odnośnie ustaleń powinny być kierowane do dworu królewskiego. Rząd szkocki został poinformowany o zamiarze złożenia wizyty i jak można się było spodziewać, upewniliśmy się, że rodzina królewska jest świadoma wszystkich ograniczeń obowiązujących w Szkocji tak, aby mogła poinformować zarówno o decyzji, jak i o planach wizyty" - powiedziała w poniedziałek szefowa szkockiego rządu Nicola Sturgeon. Zgodnie z wprowadzonymi przez władze w Edynburgu restrykcjami, przemieszczanie się między Szkocją a Anglią jest możliwe tylko z uzasadnionych powodów.

W podobnym tonie wypowiedział się we wtorek minister zdrowia w rządzie Walii Vaughan Gething, który oświadczył wręcz, że "wolałby, by nikt nie składał niepotrzebnych wizyt". "Niektórzy przyjmą taką wizytę z zadowoleniem, inni uznają ją za zakłócenie. Ja nie jestem szczególnie zainteresowany. Najbardziej interesuje mnie, jak przekonywać ludzi, by postępowali prawidłowo, dbali o siebie i o innych. Nie jestem tu po to, by być komentatorem królewskich wizyt; jest od tego mnóstwo ludzi, a jestem ministrem zdrowia w środku nieskończonej pandemii" - powiedział.

Brytyjski rząd w poniedziałek wskazywał, że podróż pary książęcej jest raczej sprawą dworu, ale we wtorek zmienił narrację. "Premier jest zachwycony ciepłym przyjęciem, jakie książę i księżna Cambridge otrzymali podczas ich niezwykle wartościowej podróży pociągiem po Anglii, Szkocji i Walii. Ich podróż podnosi na duchu pracowników na pierwszej linii, którzy zrobili tak wiele podczas epidemii" - oświadczył rzecznik Borisa Johnsona.

Dla nikogo nie ulega wątpliwości, że sporze chodzi o coś więcej niż przestrzeganie restrykcji epidemicznych, których William i Kate, jako że wykonywali obowiązki, nie złamali. Zwłaszcza rząd Szkocji, który jasno deklaruje, że chciałby w przyszłym roku przeprowadzić referendum niepodległościowe, w sposób coraz bardziej otwarty wyraża niechęć do wszystkiego, co symbolizuje jedność Wielkiej Brytanii. Z kolei dla władz rządu brytyjskiego młoda, popularna para książęca może być cennym atutem w walce o utrzymanie kraju w obecnym kształcie.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)