"DGP": Z aplikacją nie ma dyskusji

"DGP": Z aplikacją nie ma dyskusji

Aplikacja "Kwarantanna domowa" po blisko pół roku funkcjonowania nadal podnosi ciśnienie swoim użytkownikom. Zdaniem jej twórców winne są urządzenia, na których ją instalujemy, a także to, że niechętnie godzimy się na jakąkolwiek kontrolę – pisze w środę "Dziennik Gazeta Prawna".

Lekarz ze szpitala w Sandomierzu relacjonuje "DGP", że pierwszy raz wylądował na kwarantannie pod koniec kwietnia.

"Chciałem od razu zainstalować aplikację +Kwarantanna domowa+ i szło to opornie. Dziś czekam na wynik testu, bo miałem kontakt z pacjentem dodatnim i mam déja vu. Mimo ściągnięcia aplikacji, zainstalowania według instrukcji, co jakiś czas przychodził komunikat: Nie aktywowałeś… Nie wykonałeś pierwszego zadania. To niezgodne z zasadami kwarantanny" – twierdzi lekarz, którego cytuje gazeta.

Zastrzega, że nie on jeden miał takie problemy. Z aplikacją, z różnym skutkiem, musieli walczyć też inni pracownicy placówki. Za ich radą m.in. dwukrotnie instalował ją na nowo. "Zaczęła działać po trzech dniach od rozpoczęcia kwarantanny" – twierdzi lekarz.

Napisał w tej sprawie do sanepidu i kancelarii elektronicznej NFZ. "Otrzymałem zadanie zrobienia selfie. W sekundę po jego wysłaniu i otrzymaniu odpowiedzi, że zostało zapisane w systemie, dostałem ponownie SMS, że nie aktywowałem aplikacji. Po kilku minutach dwukrotnie miałem komunikaty, że zdjęcie jest niepoprawne" – opisywał.

Cytowany przez gazetę prezes firmy TakeTask, która jest autorem aplikacji, ocenia, że jeśli do takich sytuacji dochodzi u tych samych osób, świadczy to o problemach urządzenia, a nie aplikacji. Dla przykładu ktoś może mieć słaby zasięg, obciążony procesor czy stary telefon.

"Stale mierzymy czas odpowiedzi serwera na zapytania z aplikacji i jest on krótki. Uwagi użytkowników do samej aplikacji są sporadyczne" – podkreśla w "DGP". (PAP)

Przeczytaj także