Dla Bidena prezydentura byłaby ukoronowaniem pół wieku w polityce

Dla Bidena prezydentura byłaby ukoronowaniem pół wieku w polityce

Po 47 latach w amerykańskiej polityce prezydentura byłaby dla Joe Bidena ukoronowaniem zawodowej kariery. Demokrata kampanię prowadził, kładąc nacisk na epidemię koronawirusa oraz zapowiadając, że zaprowadzi w Białym Domu przewidywalność i stabilność.

"Powaleni, wykluczeni i pozostawieni - to jest wasza kampania!" - mówił Biden po prawyborach w Karolinie Południowej pod koniec lutego. To w nich – głównie dzięki masowemu poparciu czarnoskórych wyborców - nastąpił zwrot w wewnątrzpartyjnej walce o nominację Demokratów.

Biden już wcześniej pokonywał przeciwności losu. Jako dziecko był świadkiem, jak jego ojciec traci niemal cały majątek, a potem wychodzi z kłopotów finansowych. Zmagał się z jąkaniem i pseudonimem "Bye-bye", nadanym mu od powtórzeń przy wypowiadaniu pierwszej sylaby swojego nazwiska. Obserwując destrukcyjny wpływ alkoholu na rodzinę swojej matki, zadecydował, że zostanie abstynentem. "Wystarczy alkoholików w mojej rodzinie" – tłumaczył.

Życiowa tragedia spotkała go w grudniu 1972 roku, kilka tygodni po wielkim politycznym sukcesie – wygranej w wyborach na senatora w wieku 30 lat. W wypadku samochodowym zginęła wtedy jego żona i roczna córeczka. Biden nie złożył urzędu, po pracy w Waszyngtonie wracał ponad 150 km pociągiem do dwóch synów w Delaware, których wychowywać pomagali mu brat i siostra. Dla Bidena, który jest praktykującym katolikiem, strata najbliższych była dużym kryzysem wiary, który kandydat Demokratów przezwyciężył - teraz nosi ze sobą różaniec, a w przemówieniach cytuje papieskie encykliki.

W ciągu trwającej blisko pół wieku kariery politycznej 78-letni obecnie Biden zyskał sobie opinię osoby o umiarkowanych poglądach, energicznej i z poczuciem humoru. Z uwagi na swoje częste lapsusy językowe, sam określał się mianem "maszyny do gaf". W tym roku mówił np. o płacy minimalnej na poziomie 15 milionów dolarów zamiast 15 dolarów na godzinę.

W parlamencie Biden potrafił przekonywać do swoich pomysłów Republikanów, z wieloma utrzymując bliskie relacje, na przykład z senatorem Johnem McCainem, na którego pogrzebie w 2018 roku przemawiał.

Bezskutecznie ubiegał się o Biały Dom w 1988 i 2008 roku. W trakcie prawyborów 32 lata temu zarzucano mu kłamstwa dotyczące rodziny oraz skopiowanie przemówienia lidera brytyjskiej Partii Pracy Neila Kinnocka.

W latach 90. Biden głosował w Senacie za poszerzeniem NATO i przyjęciem Polski do Sojuszu. Od 2009 do 2017 roku był zastępcą prezydenta USA Baracka Obamy, ich relacje są do dziś przyjacielskie.

Do prawyborów w Karolinie Południowej droga Bidena do nominacji Partii Demokratycznej była wyboista. Na początku wewnątrzpartyjnej rywalizacji wyniki miał na tyle rozczarowujące, że media porównywały atmosferę w jego sztabie do pogrzebu i spekulowały, czy nie lepiej byłoby się wycofać. Jednak po superwtorku, tj. prawyborach w kilkunastu stanach na początku marca, jego nominacja na kandydata partii była już formalnością – oficjalnie uzyskał ją na wirtualnej z powodu epidemii koronawirusa konwencji partyjnej.

Bezprecedensowa epidemia całkowicie przemeblowała amerykańską kampanię. Trump organizował tłumne wiece, ale Biden do września rzadko opuszczał rodzinne Wilmington w stanie Delaware. Jego przedwyborcze spotkania gromadziły mniej sympatyków; utrzymywano dystans, obowiązkowe były maseczki. Z krytyki podejścia prezydenta do epidemii koronawirusa Biden uczynił jeden z głównych punktów swojej kampanii. Wyborczego rywala regularnie oskarża o lekceważenie zagrożenia.

"Zważywszy na obecny kryzys, Biden może patrzeć z boku, jak prezydent zajmuje się koronawirusem. Problemy ochrony zdrowia, krach finansowy i nieuchronna recesja powodują, że Trumpa czeka największe wyzwanie, przed jakim stał jakikolwiek współczesny prezydent, i to od (epidemii) zależeć będą jego szanse na reelekcję" – oceniał na wiosnę portal The Hill.

Na wyborczych wiecach Trump nazywał Bidena "śpiącym Joe". Często naśmiewał się z jego przejęzyczeń i gaf, które – w jego ocenie - wynikają z braku koncentracji czy wręcz demencji. Prezydent regularnie wzywał też, by syn Joe Bidena, Hunter, wytłumaczył się ze swojej pracy dla ukraińskiej firmy gazowej Burisma, sugerując korupcję. Republikanin przedstawia swojego doświadczonego politycznego rywala jako reprezentanta "bagna" - jak określa waszyngtoński establishment.

O ból głowy obecnego gospodarza Białego Domu przyprawiać mogą zawrotne kwoty gromadzone przez sztab jego rywala na kampanię. W sierpniu pobił on miesięczny rekord w trakcie amerykańskich kampanii – 383 miliony dolarów.

Sondaże wskazują, że kandydat Demokratów odbija Trumpowi także elektorat "niebieskich kołnierzyków", czyli robotników przemysłowych. To szczególnie ważny elektorat na Środkowym Zachodzie, który to region w trakcie globalizacji utracił wiele miejsc pracy.

Przez wielu członków rosnącej na znaczeniu progresywnej frakcji Demokratów Biden uznawany jest za zbyt umiarkowanego przedstawiciela starego establishmentu i rzecznika wielkiego kapitału. W związku z tym doświadczony polityk wykonał szereg gestów w kierunku tego skrzydła. Pochlebnie wypowiadał się o senatorze Bernie'em Sandersie, oceniając, że jego socjalistyczny rywal z prawyborów "nie tylko prowadził kampanię, ale stworzył ruch". Były wiceprezydent włączył część postulatów parlamentarzysty ze stanu Vermont do swojego programu.

Przed wyborami można w nim znaleźć takie postulaty, jak potrojenie ulgi podatkowej na dziecko, darmową edukację wyższą dla większości Amerykanów czy płacę minimalną w wysokości 15 USD na godzinę.

Zwrot w kierunku lewicowego skrzydła partii przeciwnicy Bidena oceniają jako kolejny przykład na chwiejność jego poglądów i dostosowywanie się do koniunktury. Kandydat na prezydenta zmieniał już zdanie np. w kwestii aborcji czy kary śmierci. Dla wielu zwolenników Bidena to jednak bardziej dowód na jego dążenie do kompromisu i wyczucie nastrojów społecznych.

W przypadku wygranej w listopadzie Biden byłby najstarszym prezydentem obejmującym ten urząd w historii USA. Pobiłby rekord Donalda Trumpa, który został przywódcą państwa w wieku 70 lat, i Ronalda Regana, który rozpoczął drugą kadencję, mając 74 lata. Jeśli zwycięży, po raz pierwszy wiceprezydentem USA zostanie kobieta - senator z Kalifornii Kamala Harris.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)