Donald Trump – od nowojorskiego celebryty po konserwatystę

Donald Trump – od nowojorskiego celebryty po konserwatystę

Donald Trump – miliarder, celebryta nazywany królem nieruchomości z Nowego Jorku, a od blisko czterech lat republikański prezydent USA – twierdzi, że nie zakończył jeszcze walki z establishmentem. Od swojej reelekcji uzależnia ochronę konserwatywnych wartości i tradycji w USA.

Budzący skrajne opinie i słynący z ciętego języka Trump cztery lata temu wydał wojnę waszyngtońskiemu establishmentowi. Inwestor i celebryta bez politycznego doświadczenia ku zaskoczeniu obserwatorów zwyciężył w prawyborach, a później wywołał największą sensację wyborczą ostatnich lat, pokonując faworyzowaną kandydatkę Demokratów na prezydenta Hillary Clinton. Jeszcze przed ogłoszeniem rezultatów wyborów tygodnik "Newsweek" pisał o niej "pani prezydent".

Nowojorczyk cztery lata temu obiecywał Amerykanom miejsca pracy, "zakończenie niekończących się wojen" oraz walkę z polityczną poprawnością. Jego przeciwnicy od 2016 roku widzą w nim rasistę i populistę z przerośniętym ego, który zbija polityczny kapitał na lękach wyborców.

Trump urodził się w 1946 roku w bogatej rodzinie w Nowym Jorku. Z miastem tym związany był przez większość swojego życia; deklarował, że z chęcią kupiłby cały Manhattan, ale bez Central Parku. Matka obecnego prezydenta USA była imigrantką ze Szkocji, a ojciec Fred dorobił się majątku w branży nieruchomości.

"Zasadą, jakiej Fred Trump nauczył Donalda Trumpa, jest to, że trzeba być zwycięzcą. (Zwycięzca) to osoba, która gra twardo i chce wygrać. Jeśli oznacza to wyznaczenie reguł, to wyznaczy reguły i będzie chciał, by inni grali zgodnie z nimi" – twierdzi biograf 45. prezydenta USA Michael D’Antonio.

Za młodu Trump chciał zawodowo grać w baseball lub robić karierę w Hollywood. Ojciec zapisał go jednak do wojskowej szkoły średniej, która - jak przyznał po latach przywódca USA - nauczyła go dyscypliny. Następnie studiował ekonomię na prestiżowym Uniwersytecie Pensylwanii. W trakcie pobytu na uczelni uniknął służby wojskowej w Wietnamie. Po zakończeniu edukacji Trump rozpoczął pracę dla ojca w branży nieruchomości.

O pochodzeniu i majątku Trumpa w kampanii regularnie przypominał w tym roku kandydat Demokratów na prezydenta Joe Biden, który urodził się w prowincjonalnym Scranton w Pensylwanii. Ubiegając się o głosy klasy średniej, rywal Republikanina mówi, że wybory to "Scranton kontra Park Avenue", odnosząc się do bulwaru na Manhattanie.

Począwszy od lat 70. XX wieku Donald Trump, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, inwestował w nieruchomości. Jego flagowym projektem był otwarty w 1983 roku przy Piątej Alei w Nowym Jorku wieżowiec Trump Tower. Wieżowce z nazwiskiem Trump powstawały później i w innych amerykańskich miastach, a także w Stambule.

W latach 90. o Trumpie było głośno, gdy kupił kasyna w Atlantic City w stanie New Jersey, nazywanym "Las Vegas Wschodniego Wybrzeża (USA)". Po początkowych sukcesach kasyna upadły. Najbardziej znane, Trump Taj Mahal, zamknięto przed czterema laty. Budynek stoi pusty, znad wejścia usunięto nazwisko właściciela. Trump często oznacza nim swoje biznesy - od butelek z wodą przez samoloty po pola golfowe, a nawet wystawione przez rząd czeki wspierające Amerykanów w czasie pandemii.

W latach 90. Trump, autor bestsellera "Art of the Deal", przebojem wkroczył do show-biznesu. Brylował w towarzystwie celebrytów i na pierwszych stronach gazet, organizował konkursy piękności, m.in. Miss Universe. Ogólnokrajowej popularności przysporzył mu reality show "The Apprentice", Amerykanie zapamiętali go z powtarzanej w nim często do uczestników frazy "Jesteś zwolniony".

Majątek prezydenta jest trudny do oszacowania, Republikanin odmawia ujawnienia zeznań podatkowych. Dziennik "New York Times" podawał, że przed objęciem najwyższego urzędu w państwie przez 10 lat w ogóle nie płacił podatków federalnych, a w latach 2017-2018 była to zaledwie kwota 750 dolarów.

Trump nigdy nie odżegnywał się od ambicji politycznych, ale latami zręcznie lawirował między Republikanami i Demokratami i zmieniał przynależność partyjną. Nie miał ugruntowanych politycznych poglądów, a środowiska konserwatywne zniechęcała jego opinia bawidamka. W 2005 roku ożenił się po raz trzeci. Jego wybranką była pochodząca ze Słowenii Melania Knavs (obecnie Trump). Na ślubie pary na Florydzie bawił m.in. były prezydent USA Bill Clinton oraz jego małżonka Hillary.

Po ogłoszeniu w 2015 roku swojego startu w wyborach prezydenckich Trump swoimi postulatami szokował i Republikanów, i Demokratów. Mówił o budowie muru na granicy USA z Meksykiem, zamknięciu Hillary Clinton w więzieniu, ale też o przywróceniu miejsc pracy w przemyśle, zakończeniu międzynarodowych układów handlowych i zaostrzeniu polityki imigracyjnej. Na wiecach kpił ze swoich politycznych przeciwników, często nadając im przydomki przy wiwatach tłumu.

W prawyborach Republikanów pokonał m.in. gubernatora Florydy Jeba Busha oraz senatora Teda Cruza. Hasłami "Make America Great Again" ("Uczyńmy Amerykę znów wielką"), walki z migracją i waszyngtońską elitą zapewnił sobie udział w bezpośrednim pojedynku o Biały Dom. Liberalne media nazywały go rasistą i ksenofobem oraz oskarżały o wyniesienie na salony populizmu i izolacjonizmu.

W trakcie swojej kadencji w Białym Domu Republikanin wycofał USA z paryskiego porozumienia klimatycznego i porozumienia nuklearnego z Iranem. Doprowadził do zakończenia Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu (NAFTA; w lipcu weszło w życie nowe porozumienie handlowe) i prowadził wojny celne z Chinami. Ograniczył liczbę amerykańskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie i wielokrotnie wzywał państwa NATO, a szczególnie Niemcy, do zwiększenia wydatków na obronność. W Helsinkach w 2018 roku spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

Ubiegając się o reelekcję w roku pełnym społecznych niepokojów, Trump akcentuje hasła zaprowadzenia "prawa i porządku" oraz obiecuje zachowanie tradycyjnych amerykańskich wartości. Te w ocenie prezydenta będą zagrożone pod rządami Demokratów. Prezydent twierdzi nawet, że stawką wyborów jest Święto Dziękczynienia czy Boże Narodzenie.

Tegoroczną kampanię zdominował temat epidemii koronawirusa, w której śmierć poniosło dotąd ponad 231 tys. Amerykanów. Prezydent znalazł się wśród ponad 9 mln potwierdzonych przypadków koronawirusa i przez trzy dni w październiku był hospitalizowany. Kandydat Demokratów Joe Biden zarzucał swojemu rywalowi lekceważenie epidemii i mówił, że nie był zaskoczony, że Trump się zakaził.

W spolaryzowanym amerykańskim społeczeństwie kampania była tak samo ostra jak cztery lata temu. Rywalizujący o Biały Dom w trakcie debat oraz na wiecach nie szczędzili sobie nie tylko krytyki, ale i personalnych ataków. O zwycięstwo może być Trumpowi trudniej niż w 2016 roku, bo sondaże przedstawiają się dla niego mniej korzystnie.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)

 

Przeczytaj także