Kolczyński: na kontach ARP dostępnych jest 650 mln zł na Politykę Nowej Szansy

Kolczyński: na kontach ARP dostępnych jest 650 mln zł na Politykę Nowej Szansy

Aplikacja "Kwarantanna domowa" po blisko pół roku funkcjonowania nadal podnosi ciśnienie swoim użytkownikom. Zdaniem jej twórców winne są urządzenia, na których ją instalujemy, a także to, że niechętnie godzimy się na jakąkolwiek kontrolę – pisze w środę "Dziennik Gazeta Prawna".

Lekarz ze szpitala w Sandomierzu relacjonuje "DGP", że pierwszy raz wylądował na kwarantannie pod koniec kwietnia.

"Chciałem od razu zainstalować aplikację +Kwarantanna domowa+ i szło to opornie. Dziś czekam na wynik testu, bo miałem kontakt z pacjentem dodatnim i mam déja vu. Mimo ściągnięcia aplikacji, zainstalowania według instrukcji, co jakiś czas przychodził komunikat: Nie aktywowałeś… Nie wykonałeś pierwszego zadania. To niezgodne z zasadami kwarantanny" – twierdzi lekarz, którego cytuje gazeta.

Zastrzega, że nie on jeden miał takie problemy. Z aplikacją, z różnym skutkiem, musieli walczyć też inni pracownicy placówki. Za ich radą m.in. dwukrotnie instalował ją na nowo. "Zaczęła działać po trzech dniach od rozpoczęcia kwarantanny" – twierdzi lekarz.

Napisał w tej sprawie do sanepidu i kancelarii elektronicznej NFZ. "Otrzymałem zadanie zrobienia selfie. W sekundę po jego wysłaniu i otrzymaniu odpowiedzi, że zostało zapisane w systemie, dostałem ponownie SMS, że nie aktywowałem aplikacji. Po kilku minutach dwukrotnie miałem komunikaty, że zdjęcie jest niepoprawne" – opisywał.

Cytowany przez gazetę prezes firmy TakeTask, która jest autorem aplikacji, ocenia, że jeśli do takich sytuacji dochodzi u tych samych osób, świadczy to o problemach urządzenia, a nie aplikacji. Dla przykładu ktoś może mieć słaby zasięg, obciążony procesor czy stary telefon.

"Stale mierzymy czas odpowiedzi serwera na zapytania z aplikacji i jest on krótki. Uwagi użytkowników do samej aplikacji są sporadyczne" – podkreśla w "DGP". (PAP)

Przeczytaj także