Łódź/ Akt oskarżenia przeciwko b. detektywowi Krzysztofowi R. wycofany z sądu

Łódź/ Akt oskarżenia przeciwko b. detektywowi Krzysztofowi R. wycofany z sądu

Akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi R., dotyczący prowadzenia przez niego działalności detektywistycznej bez licencji, ma być wycofany z sądu i odesłany celem uzupełniania materiału dowodowego do prowadzącej sprawę Prokuratury Łódź Polesie - zadecydowała Prokuratura Regionalna w Łodzi.

"Prokuratura Regionalna w Łodzi poleciła Prokuraturze Rejonowej Łódź-Polesie wystąpienie do sądu o przekazanie sprawy do postępowania przygotowawczego w związku ze stwierdzoną potrzebą uzupełnienia materiału dowodowego. Nie oznacza to zakończenia sprawy, a jedynie to, że niektóre jej aspekty dowodowe trzeba pogłębić i w związku z tym musi ona wrócić do prokuratury" - poinformował PAP w środę rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi Krzysztof Bukowiecki.

W marcu poleska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi R. za czyn z art. 46 ust. 2 ustawy o usługach detektywistycznych; chodziło o prowadzenie działalności detektywistycznej bez wymaganej licencji, za co grozi kara pozbawienia wolności do lat dwóch.

Jak wynikało z komunikatu Prokuratury Okręgowej w Łodzi, postawiony byłemu detektywowi zarzut dotyczył prowadzenia działalności bez licencji w jednej sprawie, którą objęte było postępowanie.

Według mediów chodziło o sprawę śledzenia w Łodzi oszustki podającej się za sędzię. W kwietniu ubiegłego roku R. doprowadził do zatrzymania na jednym z łódzkich osiedli 41-letniej łodzianki, która według byłego detektywa wyłudzała pieniądze od swoich ofiar podając się za sędzię oraz powołując na wpływy w urzędach.

Cytowany przez Dziennik Łódzki R. twierdził, że jest niewinny i nie złamał przepisów. Tłumaczył też, że w czasie akcji, która doprowadziła do zatrzymania kobiety, jadąc za nią autem znajdował się w gronie osób mających licencje detektywistyczne. O prowadzonym pościgu miał na bieżąco informować policję i - jak przekonywał - działał pro publico bono.

Śledczy w toku postępowania ustalili, że wszystkie czynności w tej sprawie były nadzorowane i zlecone przez R. W ich opinii nie doszło do obywatelskiego zatrzymania, a kobieta była przez R. śledzona, czego bez wymaganej licencji robić nie wolno. (PAP)

Autorzy: Agnieszka Grzelak-Michałowska, Bartłomiej Pawlak