USA: Demokraci mogą zdobyć większość w obu izbach Kongresu

USA: Demokraci mogą zdobyć większość w obu izbach Kongresu

Uwagę świata przykuwają tegoroczne wybory prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale dla USA równie ważne są zaplanowane na ten sam dzień, 3 listopada, wybory do Kongresu. Wygląda na to, że w ich wyniku obie jego izby mogą przejść pod kontrolę Partii Demokratycznej.

W obecnej Izbie Reprezentantów zasiada 232 Demokratów i 197 Republikanów. W Senacie większość – 53 do 47 – mają Republikanie (dla ścisłości: w izbie wyższej Kongresu jest 45 senatorów demokratycznych i dwóch niezależnych, ale z reguły głosują oni razem z Demokratami). Jak w każdych, odbywających się co 2 lata, wyborach, stają do nich wszyscy członkowie Izby Reprezentantów i jedna trzecia senatorów, którzy wybierani są na 6-letnią kadencję.

Prognozy, że Republikanie mogą przegrać wybory do obu izb, opierają się na tym, że większość Amerykanów głosuje zwykle, kierując się partyjnymi preferencjami, to znaczy zakreślając na karcie do głosowania nazwisko kandydata na prezydenta i kandydatów do obu izb federalnej legislatury z tej samej partii. Tymczasem według sondaży na 10 dni przed wyborami, kandydat Demokratów do Białego Domu, były wiceprezydent Joe Biden, ma dość wyraźną przewagę nad urzędującym prezydentem Donaldem Trumpem, w tym również w decydujących zwykle o wyniku stanach „swingujących”. Przewiduje się, że przegrywając walkę o reelekcję, Trump może niejako pociągnąć za sobą także ustawodawców z Partii Republikańskiej (GOP).

Z sondaży przedwyborczych wynika, że Demokraci raczej na pewno nie stracą większości w Izbie Reprezentantów. Renomowana pracownia analityczna FiveThirtyEight daje im na to 96 proc. szans. Jej prognozy mówią też, że jeśli nawet Demokraci stracą tam dwa mandaty, to Republikanie stracą aż o 16 więcej, przy czym przejmą je politycy partii „trzecich”, takich jak Zieloni czy Libertarianie.

Większym zainteresowaniem cieszą się w związku z tym wybory do Senatu. Biden może zostać prezydentem, ale nie będzie w stanie przeprowadzić najważniejszych reform, jeżeli w rękach GOP pozostanie wyższa izba Kongresu. Senat jest w stanie blokować ustawy uchwalone w Izbie Reprezentantów.

Proporcja mandatów w Senacie 53-47 oznacza, że jeśli Trump wygra batalię o drugą kadencję, Demokraci muszą zdobyć dodatkowe cztery mandaty, żeby uzyskać tam większość. Natomiast jeśli wybory wygra Biden, wystarczy im zdobycie tylko trzech miejsc ekstra, ponieważ w sytuacji, gdy w Senacie obie partie mają tę samą liczbę przedstawicieli i wszyscy głosują zgodnie z linią polityczną swego stronnictwa, o losie ustaw rozstrzyga głos wiceprezydenta – którym w takim wypadku będzie Demokratka Kamala Harris.

Wybory do Senatu odbędą się w tym roku w 35 stanach, z czego w 33 senatorom kończy się kadencja, a w dwóch urzędują tymczasowo senatorowie mianowani przez gubernatora wskutek przedterminowego zakończenia kadencji (wybory uzupełniające).

W większości tych stanów wynik wyborów jest raczej przesądzony na korzyść kandydata jednej z partii. W kilkunastu, gdzie mandat sprawują senatorowie republikańscy, siły są wyrównane, co pozwala przewidywać, że demokratyczni rywale mogą z nimi wygrać. Natomiast tylko w dwóch stanach, gdzie urzędują senatorowie z Partii Demokratycznej, ich mandat, jak wynika z sondaży, jest zagrożony.

Największą szansę na pokonanie urzędujących republikańskich senatorów mają ich demokratyczni oponenci w Arizonie i Kolorado. W wyborach uzupełniających w Arizonie swojego stanowiska broni Martha McSally, nominowana po śmierci senatora Johna McCaina. Jej demokratyczny rywal, astronauta Mark Kelly, prowadzi w sondażach różnicą 5-7 punktów procentowych. W Kolorado Republikanin Cory Gardner wydaje się na straconej pozycji w pojedynku z Demokratą Johnem Hickenlooperem – w ostatnim sondażu ustępował mu 50 do 41 proc. Gardnerowi szkodzi niezmienne poparcie okazywane Trumpowi, który jest szczególnie niepopularny w Kolorado.

Podobna sytuacja panuje w Maine, Karolinie Północnej i Iowa - stanach, w których wielu Republikanów podziela opinię krytyków prezydenta i argumenty opozycji. Trump stracił w oczach Amerykanów głównie z powodu pandemii – ostentacyjnego lekceważenia zdrowotnego kryzysu i sugerowania, że restrykcje i dystans społeczny są niepotrzebne lub przesadne.

W liberalnym Maine urzędującej od dawna senator GOP Susan Collins, która należy do grona umiarkowanych polityków republikańskich w Kongresie, wyborcy nie mogą wybaczyć, że poparła zatwierdzenie nominowanego przez prezydenta konserwatywnego sędziego Bretta Kavanaugh. Przewiduje się, że w wyborach może ją pokonać demokratyczna kandydatka Sara Gideon.

Szczególną uwagę obserwatorów przyciągają wybory do Senatu w Karolinie Północnej. Republikański senator Thom Tillis należy do największych sojuszników Trumpa na Kapitolu, co nie przysparza mu popularności, chociaż stan jest raczej konserwatywny. Przez długi czas w sondażach zdecydowanie prowadził jego demokratyczny oponent Cal Cunningham i jego wygraną 3 listopada uważano ze pewną. Wyścig wyrównał się, kiedy media ujawniły, że Demokrata zdradza swoją żonę, co w USA zwykle zmniejsza szanse polityka. Ostatnio jednak Cunningham znowu wysunął się w sondażach na prowadzenie.

W stanie Iowa mocno zagrożony jest mandat republikańskiej senator Joni Ernst. Badania opinii wskazują, że może ją pokonać kandydatka Demokratów, Theresa Greenfield. Zdaniem komentatorów Republikance zaszkodziła lojalna obrona polityki Trumpa w sprawie koronawirusa.

W swej analizie przedwyborczej brytyjski tygodnik „The Economist” ocenił szanse Demokratów na przejęcie większości w Senacie na około 75 proc.

Tomasz Zalewski (PAP)

 

Przeczytaj także