We Francji chwila jedności po obelgach Erdogana

We Francji chwila jedności po obelgach Erdogana

Obelgi prezydenta Turcji, jakimi obrzucił swego francuskiego odpowiednika, podobnie jak jego wezwanie do bojkotu francuskich produktów, spowodowały we Francji jednogłośne niemal poparcie polityczne dla Emmanuela Macrona.

Z tej jedności wyłamał się Jean-Luc Melenchon, przywódca skrajnie lewicowej i nazywanej „islamsko-lewacką” partii Francja Nieujarzmiona (LFI).

Komentatorzy tłumaczą słowne ataki tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana jego ambicją, by być postrzeganym jako „obrońca wszystkich muzułmanów”, ale również jego spadającą popularnością w kraju, która zmusza go do motywowania wyborców.

Francuscy publicyści za zachowanie Erdogana obwiniają również prezydenta USA Donalda Trumpa, który - jak twierdzą - „dawał mu zezwolenie na przekraczanie wszelkich granic”. Nie oszczędzają również NATO i przyznają rację prezydentowi Francji, który w grudniu ub.r. postawił diagnozę, jakoby Sojusz był w stanie „śmierci mózgu”.

W mediach społecznościowych mnożą się wezwania do wydalenia wszystkich muzułmanów z Francji, ale też do „pomszczenia proroka (Mahometa)”, a w debatach radiowych i telewizyjnych wiele miejsca zajmuje kwestia reakcji francuskich muzułmanów na poruszenie w świecie islamskim oraz pytania o to, jak ukrócić islamistyczny radykalizm.

„Rzecz jasna, że wobec ataków pana Erdogana bronię prezydenta Republiki Francuskiej” – powiedziała w wystąpieniu radiowym przywódczyni skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. Polityk nr 2 w jej partii Jordan Bardella uzupełnił, że wobec Erdogana, którego nazwał „islamistycznym sułtanem”, popiera „nie Emmanuela Macrona, ale prezydenta, bo zaatakowano Francję”.

Damien Abad, przewodniczący grupy parlamentarnej centroprawicowej partii Republikanie, potępił „niemożliwe do zniesienia obelgi”. „Musimy rozróżniać między integrystą a muzułmaninem, a Erdogan umyślnie stwarza amalgamat, by pomóc islamizmowi” – oskarżał polityk. W podobnym tonie wypowiadali się działacze Partii Socjalistycznej, a sekretarz Partii Komunistycznej Fabien Roussel uznał, że „prezydent Erdogan obraża wartości będące dziedzictwem rewolucji francuskiej”.

Natomiast przewodniczący LFI Melenchon potępił Macrona, który jego zdaniem „całkowicie stracił panowanie nad sytuacją”, przez co Francja została „poniżona, upokorzona i ośmieszona”.

„Sułtanem-piromanem” nazywa prezydenta Turcji redakcja „Le Monde” w komentarzu opublikowanym we wtorkowym wydaniu dziennika. Podobnie jak inne media wśród kwestii spornych między Paryżem a Ankarą wymienia „militarne zaangażowanie Turcji” w Syrii i Libii oraz „działalność marynarki wojennej Turcji na wodach greckich i cypryjskich”.

Według autorów komentarza Ankara, „korzystając z pasywności Donalda Trumpa, który nigdy nie taił sympatii dla tureckiego autokraty, testowała pociski rakietowego systemu obrony powietrznej S-400, zakupione w Rosji, co jest pogwałceniem wszelkich praktyk NATO, którego Turcja jest członkiem”.

W BFMTV politolog Frederic Encel „brakiem pilota w samolocie NATO” tłumaczył ekspansywność tureckiego prezydenta. Ocenił, że latem, idąc na pomoc Grecji poprzez wysłanie okrętów i samolotów, to Francja zastąpiła w roli pilota Stany Zjednoczone, które „dawały (Erdoganowi) ciche zezwolenie na przekraczanie wszelkich granic”.

Michel Taube, redaktor naczelny internetowego dziennika „Opinion Internationale”, sugeruje, że „Turcja, należąca do NATO, które Macron słusznie uważa za klinicznie martwe, pozwala sobie szydzić z Europy i nawet drażnić Rosję, co dodaje racji zwolennikom zbliżenia między Paryżem a Moskwą”.

Francuskie sankcje przeciw Rosji po próbie otrucia środkiem bojowym Nowiczok antykremlowskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego potępił we wtorkowym „Le Figaro” komentator gazety Renaud Girard. „Po co ten pośpiech przeciw Rosjanom w sprawie, która nie dotyczy żadnego Francuza, podczas gdy potrzebujemy ich (Rosjan) w sprawach o wiele poważniejszych, związanych z bezpieczeństwem Francuzów” - pisze komentator, nawiązując do wizyty w Moskwie francuskiego ministra spraw wewnętrznych Geralda Darmanina, który jakoby próbuje przekonać Rosję, by przyjęła Czeczeńców mających prawo azylu we Francji.

Za zbliżeniem z Moskwą wypowiadali się również uczestnicy debat w telewizji C-News i w radiu France Info. Niektórzy ubolewali nad niewystarczającym, ich zdaniem, poparciem Europy dla Paryża w kryzysie z Ankarą. „Laickość nigdzie nie znajduje równie zdecydowanych obrońców jak we Francji” – ocenił publicysta Jean-Claude Dassier w C-News, a prowadzący tam program Pascal Praud uznał, że „problemem jest kompatybilność islamu z naszymi prawami i obyczajami”.

Polemista Eric Zammour wzywał w poniedziałek wieczorem w innym programie C-News do całkowitego wstrzymania imigracji i zamknięcia wszystkich meczetów, szkół i stowarzyszeń Bractwa Muzułmańskiego - podobnie jak Taube, który te placówki nazywa „piątą kolumną Erdogana”.

Inni komentatorzy, jak Christian de Moliner na stronie internetowej miesięcznika „Causeur”, starają się przewidzieć reakcję muzułmanów we Francji – cichej większości i popierającej radykalizm mniejszości, wśród której jest przede wszystkim młodzież. Islam wyznaje 20 proc. obywateli francuskich poniżej 18. roku życia – konstatuje de Moliner, który nie wyklucza „eskalacji przemocy” we Francji.

Z Paryża Ludwik Lewin (PAP)

Przeczytaj także