Święta Bożego Narodzenia więźniów obozów koncentracyjnych

Święta Bożego Narodzenia więźniów obozów koncentracyjnych

Tęsknota za domem, kolędy śpiewane szeptem i choinka, która nie była symbolem świąt, a formą represji - tak wyglądały Wigilie i Święta Bożego Narodzenia polskich więźniów obozów jenieckich, zagłady i koncentracyjnych.

Wigilia Bożego Narodzenia, bogata w symbole i zwyczaje, to jedno z najważniejszych świąt w polskiej kulturze. Łamiemy się opłatkiem, symbolizującym miłość i przebaczenie, śpiewamy kolędy, ubieramy choinkę. Wigilia to czas nadziei, miłości i przebaczenia. W zupełnie innej atmosferze święta przeżywali w trakcie II wojny światowej polscy więźniowie obozów jenieckich, zagłady i koncentracyjnych.

"To, w jaki sposób obchodzono święta w obozach koncentracyjnych, zależało tak naprawdę od bardzo wielu czynników - stosunku władz esesmańskich, od baraku w jakim więzień mieszkał, do jakiej społeczności więźniarskiej należał, również od więźniów funkcyjnych" - wyjaśnia Wirginia Węglińska w materiale przygotowanym przez Muzeum II Wojny Światowej.

Wskazała, że "znaczne różnice w obchodzeniu świąt były w latach 1939-41, a zupełnie inaczej wyglądały Wigilie w obozach koncentracyjnych w latach 1943-44".

"Choinka stawiana przez władze SS, władze obozowe na placu apelowym nie była raczej symbolem świąt, a wycieńczonym ludziom kojarzyła się często z czymś bardzo represyjnym. Więźniowie w tym początkowym okresie nie mieli prawa do organizowania żadnych własnych świąt religijnych, najczęściej potajemnie, szeptem, w barakach śpiewali kolędy i te kolędy śpiewane szeptem wyrabiały w nich niesamowite poczucie wspólnoty i jedności w ten ważny wigilijny wieczór" - dodała.

Na stronie Muzeum Auschwitz-Birkenau napisano, że jedna z najtragiczniejszych Wigilii, była zarazem pierwszą za obozowymi drutami - 24 grudnia 1940 roku. "Na placu apelowym hitlerowcy ustawili choinkę oświetloną elektrycznymi lampkami. Pod drzewkiem zostały złożone ciała więźniów zmarłych w czasie pracy oraz zamarzniętych na apelu. Były więzień Karol Świętorzecki wspominał później, że Lagerfuehrer Karl Fritzsch określił leżące pod choinka zwłoki mianem +prezentu+ dla żyjących i zabronił śpiewania polskich kolęd" - przekazano.

Więźniowie obozów w swoich opowieściach opisują głównie tęsknotę za domem, smutek, żal za to, jaki los ich spotyka. Michał Ziółkowski w książce "Byłem numerem...historie z Auschwitz" opowiada: "Wigilia 1940 roku. Smutna to Wigilia. My, Polacy, przywiązani do tego szczególnego dnia, darzymy go zawsze sentymentem. W dniu tym u wierzących i niewierzących, u twardych i uczuciowych, biednych i bogatych miękną serca i dochodzi do głosu sumienie. Dziś szczególnie wzruszają nas przyjazne myśli o najbliż­szych. Te dobre myśli pokrzepiają nas, dodają sił, zmniej­szają ból i rodzą wiarę w przetrwanie. Przydałby się w tym dniu opłatek. Niestety, dzielimy się tylko okrusz­kami chleba. Życzymy sobie sił, choć wiemy, że nie wszyscy przeżyjemy. Cała treść rozmów w tym dniu sku­pia się wokół naszych domów, najbliższych i najdroż­szych. Pomyślałem o swoich: czy są jeszcze żywi, czy ma­ją dach nad głową? No cóż, ten wieczór i chwila przy­wracają wspomnienia ciepła, miłości matczynej. Dlatego też są i łzy. Same święta Bożego Narodzenia, a tuż za nimi Nowy Rok przechodzą prawie niepostrzeżenie".

Ignacy Joachimiak, który przebywał w obozie Stutthof, wspomina Święta Bożego Narodzenia 1939/1940 jako moment "strasznego przygnębienia". "Jedzenie, które wydano nam na święta, niczym nie różniło się od normalnych racji obozowych. Otrzymaliśmy tylko wodę i brukiew. Te trzy dni świąt były wolne od pracy w obozie. Próbowaliśmy śpiewać kolędy, ustawiliśmy jakąś choinkę. Przyszło trzech esesmanów i zapytali, czy nie umiemy śpiewać po niemiecku. Kazali nam śpiewać. Zaśpiewaliśmy. Byli zadowoleni i zostawili nas w spokoju" - opisuje.

W tym samym obozie przebywał również Władysław Gębik. Takimi słowami opisuje Wigilię: "Sam dzień wigilijny minął względnie spokojnie, przy bezmyślnej, jak zwykle, pracy – przenoszeniu belek i piasku z miejsca na miejsce i przy akompaniamencie spadających nieoczekiwanie esesmańskich razów i wymyślań. Najtrudniejsza była dopiero noc. W milczeniu kładliśmy się spać, zamyśleni, osowiali, jakby lękając się głośnego przypomnienia, że to przecież Wigilia. Tylko głębokie westchnienia wypełniające pustkę po wygaszonych światłach świadczyły, że sen nie kleił się do powiek... W smutku i ciszy wypełnia się mrok karnej izby niespokojnym milczeniem, które zaczyna ciążyć nam coraz bardziej. Nie odmawiamy nawet wieczornej modlitwy. – Hej bracia, czy śpicie? – odzywam się szeptem słowami kolędy. Poruszyli się na barłogach. Nikt przecież nie spał. Nie mógł spać. – Podobnie jak my, cały nasz kraj pogrążony jest dziś w smutku i żałobie. Ale to nie powód do rozpaczy. Pozwólcie więc kochani, że powiem parę słów. Szczęśliwi możemy być, że żyjemy. Kiedy my żyjemy, Polska żyje... Wierzę głęboko, że przetrwamy wszystko, zniesiemy jeszcze większe cierpienia i wrócimy do Ojczyzny wolnej i zwycięskiej. W tej chwili łamiąc się z wami symbolicznym opłatkiem, życzę wam bracia, i sobie, abyśmy następną wigilię obchodzili już w wolnej Polsce".

Więzień KL Dachau, Teodor Musioł, w liście z 6 grudnia 1942 r. pisał do swoich rodziców: "(...) Stoimy znowu przed świętami Bożego Narodzenia, których nie będziemy, niestety obchodzić przy jednym stole. Boże Narodzenie jest świętem miłości, przywiązania. Daje ono nowe życie, które nie umiera, ale krąży. Kiedy w cichej godzinie wigilijnego wieczoru myślę o was, o rodzinie, o Tobie moja kochana Matko, o Ojcu, o całym moim rodzeństwie, ogarnia mnie tęsknota".

Czynnością, która jednoczyła więźniów i dodawała im otuchy, było wspólne śpiewanie kolęd. Scena, kiedy polscy oficerowie przebywający w obozie jenieckim w Kozielsku w grudniu 1939 roku stoją na baczność i śpiewają "Bóg się rodzi" jest jedną z bardziej przejmujących w filmie "Katyń" Andrzeja Wajdy.

Eugenia Bożena Kaczyńska, więźniarka Auschwitz-Birkenau opowiada, że w Wigilię 1944 roku kolędę "Cicha noc" śpiewała cała fabryczna hala w różnych językach. "(...) Ktoś zanucił kolędę. Nie zaśpiewał, lecz tylko zanu­cił. Nam nie wolno śpiewać, to z pewnością jedna z więź­niarek niemieckich zanuciła: — Stille Nacht, heilige Nacht!... Cicha noc, święta noc...I wtedy, cała fabryczna hala zabrzmiała zgodnym chórem. Ta sama melodia różnymi językami świata. I wtedy, okazało się, że jest to międzynarodowa kolęda. Tylko rosyjskie kobiety nie znały melodii tej kolędy, ale jaki one mają słuch! Zaraz wtórowały! Cicha noc, święta noc... Wielonarodowy, wieloję­zyczny chór więźniarek dociera do bram Niebios, oznaj­miając narodziny Bożego Dzieciątka, a w fabrycznej ha­li nadal produkuje się tysiące śmierci. Czy słyszy nas +Matka Święta+, która +u żłóbka stoi uśmiechnięta+? A czy może uśmiechać się, widząc naszą niedolę, słysząc w tej melodii naszą łzawą skargę? Czy Jej Dzieciątko może usnąć tam, gdzie ryczą armaty, gdzie pali się zie­mia? Czy to wszystko nie dociera do Niebios? Niemki, które nas nadzorują, również poddają się na­strojowi wigilijnego wieczoru i również śpiewają. Zatrzy­mują bębny piekielnego kotła. O kilka tysięcy pocisków wyjdzie dziś z fabryki mniej. I to jest jeszcze jedna ko­rzyść z wigilijno-kolędniczej przerwy. Tylko w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia mamy wolne od pracy, a poza tym idzie ona nieustannie" - opowiadała Kaczyńska.

Ks. Franciszek Korszyński w książce "Jasne promienie w Dachau" wspomina, że w obozie kolędy śpiewali w każde święta Bożego Narodzenia, "nawet w czasach największego ucisku i prześladowania". "Jakoś zawsze umieliśmy znaleźć odpowiednią chwilę, aby pokrzepić się tymi pieniami" - mówił.

Z kolei ks. Antoni Latocha, również więzień Dachau, przywołuje moment dzielenia się czarnym chlebem zamiast opłatkiem, którego oczywiście więźniowie nie posiadali. "Ks. Jęczkowski przyniósł ze swojej szafki kawałek czarnego suchego chleba i powiada +Opłatka nie ma, ale choć tym chlebem się podzielimy+. Pasterki nie mieliśmy, a kolędy śpiewano półgłosem, żeby nie drażnić SS-manów. Na placu apelowym ustawiono olbrzymią choinkę oświetloną lampkami elektrycznymi. Pod nią zamiast podarków, jak to bywało w domu, stali Haeftlindzy (więźniowie) odbywający różne kary. W ten sposób spędziłem wieczór wigilijny 1940 r." - opowiadał.

Wśród więźniów obozów znajdowały także osoby uzdolnione artystycznie, które tworzyły przy okazji świąt Bożego Narodzenia sztuki, pisały kolędy, malowały kartki świąteczne.

"Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi. Wszystkim umęczonym nadzieję przynosi. Bo my nadzieją żyjemy, że wolnymi też będziemy" - głosi kolęda stutthowska napisana przez nieznaną więźniarkę.

Zofia Pociłowska-Kann, polska więźniarka niemieckiego obozu koncentracyjnego Ravensbrueck, napisała sztukę "Noc wigilijna". "W utworze, w warunkach największego zniewolenia i poniżenia, starała się pokazać wielkość człowieka. Jej koleżanki, współwięźniarki w obozie, utwór odczytały z podziałem na role w wigilijny wieczór 1942 r. Tekst zachował się, został odnaleziony w 2005 r. po śmierci jednej z więźniarek" - podał IPN na swojej stronie.

Więźniowie w opowieściach obozowych wskazują, że inne od wszystkich były Święta Bożego Narodzenia 1944 roku. "Czuło się jakby lekki powiew wolności. Na kilka dni przed świętami przywieźli do Stutthofu paczki nadesłane od rodzin. Szczęśliwi, którzy je dostali... W bloku B więźniowie ubrali choinkę. Była uboga, ale była... Podczas wieczerzy wigilijnej zebrano od paczkowiczów wiktuały i obdarzono nimi najbiedniejszych, przeważnie Rosjan. Następnie łamaliśmy się przysłanym z wolności opłatkiem, również z przedstawicielami innych narodowości. W wielu językach wygłaszano przemówienia, w których podkreślano, że obecne święta są ostatnimi w obozie. Więźniowie, bez względu na narodowość czy wyznanie, uściskali się wzajemnie, życząc sobie szybkiej wolności. Nie było chyba nikogo, komu łza nie spłynęła po policzkach" - opisuje Wacław Mitura, więzień obozu Stutthof.

Podobnie było w obozie Auschwitz-Birkenau. O północy więzień ksiądz Władysław Grohs de Rosenburg, za cichą zgodą blokowego i sztubowego, odprawił nawet pasterkę.

Z kolei więźniarki Birkenau przygotowały "gwiazdkę" dla dzieci leżących w szpitalu. "Z dostarczonego im przez więźniarki materiału, uszyły około 200 zabawek. Do każdej dołączono po dwa kawałki cukru lub landrynki. Paczki podpisano imieniem i nazwiskiem dziecka. W Wigilię rozdawała je więźniarka przebrana za św. Mikołaja. Prezenty otrzymało też 15 dzieci z innego bloku" - napisano na stronie Muzeum Auschwitz-Birkenau.

W święta 1944 roku więźniarka z Birkenau Leokadia Szymańska, która leżała w obozowym szpitalu, wykonała niewielką choinkę, która dziś znajduje się w zbiorach placówki. Na suknie nalepiła niewielkie polskie flagi. "Drzewko" wieńczył polski orzeł. (PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska

 

Przeczytaj także