71. Berlinale otworzył film "Memory Box"

71. Berlinale otworzył film "Memory Box"

Jednym z pierwszych filmów zaprezentowanych podczas części branżowej 71. Berlinale jest "Memory Box" Joany Hadjithomas i Khalila Joerge – luźno inspirowana wspomnieniami artystów opowieść o roli pamięci w tworzeniu historii. Pokazano też łączący elementy s.f. i romansu film "I’m Your Man" Marii Schrader.

Akcja "Memory Box" rozpoczyna się w śnieżny, wigilijny poranek w Kanadzie. Nastoletnia Alex (Paloma Vauthier) i jej babcia Teta (Clemence Sabbagh) przygotowują właśnie w kuchni nadziewane liście winorośli, gdy do drzwi puka listonosz. Mężczyzna przynosi wielką paczkę dla mamy Alex Mai (Rim Turki). Widząc dane nadawcy, Teta odmawia przyjęcia przesyłki. Wnuczka, nie rozumiejąc niechęci babci, podpisuje protokół odbiorczy. Okazuje się, że pudełko zostało wysłane z Francji przez rodziców przyjaciółki Mai z okresu dorastania, który spędziła ogarniętym wojną domową Bejrucie. Zawiera dzienniki, listy i kasety audio, które Maia wysyłała przyjaciółce, gdy tamta razem z rodziną wyjechała z Libanu. Wspomnienia te są zbyt bolesne, by się z nimi zmierzyć, dlatego przesyłka zaczyna być traktowana niczym puszka Pandory. Kobiety znoszą ją do piwnicy i odstawiają na półkę, zakazując Alex otwierania pudła.

Dziewczyna, która niewiele wie o przeszłości swojej matki i chciałaby ją lepiej rozumieć, postanawia złamać obietnicę. Zaczyna potajemnie przeglądać pamiątki. Odkrywa, że wielką pasją nastoletniej wówczas Mai była fotografia, dzięki której dokumentowała życie swoich bliskich i bombardowane miasto. Analogowe fotografie Alex utrwala w telefonie komórkowym i przesyła swojej przyjaciółce w internetowej aplikacji, dzieląc się refleksją, że do tej pory kompletnie nie znała swojej mamy. Dziewczyna dowiaduje się również, kto był pierwszą miłością Mai oraz jak w okrutnej, wojennej rzeczywistości poszukiwała namiastek normalności i szczęścia, chodząc na potajemne randki lub spotykając się z przyjaciółmi. Najcenniejszym, choć najbardziej przejmującym odkryciem jest jednak historia jej rodziny. Nagrania i listy uświadamiają nastolatce, że brat jej mamy został zamordowany, a jego śmierć pogrążyła członków rodziny w głębokiej depresji. Dziadkowi nie udało się wyjść z tego stanu i odszedł niedługo później. Przywołanie tych wszystkich wspomnień staje się dla matki i córki przyczynkiem do szczerej rozmowy, a w końcu - wspólnej podróży.

Film został luźno zainspirowany pamiątkami pary libańskich twórców: dziennikami Joany Hadjithomas oraz fotografiami wojennymi Khalila Joerge. "Jednym z pytań, które stawiamy sobie wszyscy niezależnie od osobistych doświadczeń, jest to dotyczące związku pamięci z przeszłością, historią i tym, jak jest przekazywana. Co pozostanie, a co powinno pozostać? Kolejne pytanie brzmi: jak, przekazując osobistą historię, opowiedzieć o historii przez wielkie +H+? Artyści i filmowcy od dawna poruszają kwestie tworzenia historii i kształtowania naszych +wyobrażeń+" – zwróciła uwagę reżyserka, cytowana w materiałach prasowych. Według Khalila Joerge, najbardziej fascynującą częścią zgromadzonych pamiątek jest rejestracja codzienności. "Tak naprawdę nie interesowały nas bieżące wydarzenia, ale życie codzienne – jak żyliśmy, co jedliśmy, o czym rozmawialiśmy, co czuliśmy. Wszystko, czego doświadczyliśmy, opowiedzieliśmy ze szczegółami, a te detale są z pewnością częścią naszej pamięci zbiorowej" – stwierdził.

Twórcy "Memory Box" lawirują między współczesnością, a przeszłością, eksperymentując z różnymi sposobami opowiadania historii. Jak podkreśliła Hadjithomas, w poprzednich filmach skupiali się na teraźniejszości i aktualnych stanach emocjonalnych. Tym razem poczuli potrzebę opowiedzenia historii, przywiązując wagę do narracji złożonej, fragmentarycznej, odzwierciedlającej to, jak funkcjonuje ludzka pamięć. "Dążymy do maksymalnego poziomu wolności artystycznej. Chcemy robić filmy na pograniczu dokumentu, fabuły, sztuki, rzeźby i performance’u. Wszystko zależy od tematu, inspiracji, badań i wyników naszych eksperymentów. Zależało nam, by +Memory Box+ był jak najbardziej przystępny dla widza, aby publiczność mogła naprawdę się nim cieszyć" – podsumowała.

W części branżowej tegorocznego Berlinale pokazano również łączący elementy science fiction i nowoczesnego romansu "I’m Your Man" Marii Schrader. To oparta na opowiadaniu Emmy Braslavsky historia 40-letniej singielki Almy (Maren Eggert), która pracuje w zespole naukowym berlińskiego Muzeum Pergamońskiego. By móc sfinansować badania nad starożytną poezją, kobieta zgadza się na udział w nietypowym eksperymencie. Zamieszka na trzy tygodnie z robotem Tomem (w tej roli Dan Stevens), który został zaprogramowany na "partnera idealnego". Tom cytuje z pamięci poezję, prawi komplementy, sprząta, gotuje. Przygotowuje Almie kąpiel przy świecach, towarzyszy jej podczas spotkań z rodziną i znajomymi. Odprowadza do pracy, czeka w deszczu całymi godzinami, nie narzeka. Sęk w tym, że kobieta kompletnie nie jest nim zainteresowana, a kolejne próby zdobycia jej serca przyprawiają ją o coraz większe mdłości.

Schrader, laureatka Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszej aktorki za rolę w "Aimee i Jaguar", powróciła na Berlinale po 21 latach. Jak przyznała, w historii – do której dotarła za sprawą producentki Lisy Blumenberg – zainteresowało ją "spotkanie kobiety i maszyny". "Marzenie o stworzeniu sztucznego człowieka jest prawdopodobnie tak stare jak ludzkość. W starożytności był to mityczno-artystyczny akt, który wymagał pomocy bogów. Później, wraz ze wzrostem wiary we własne możliwości, człowiek przejął od bogów wodze kreacji. Historie o ludziach-robotach najczęściej oscylują między fantastyką i horrorem. Człowiek gra Boga, ale boi się utraty kontroli. W tej opowieści jest inaczej" – zwróciła uwagę reżyserka.

Według Schrader "I’m Your Man" obnaża paradoksy ludzkiego pragnienia. "Czy nieodłącznym jego elementem jest to, że nigdy nie dostaniemy tego, czego chcemy? Czy jest to warunek pożądania – zwłaszcza jeśli chodzi o miłość? Tak, tęsknota za tzw. +idealnym partnerem+ jest często wyrażana, ale co to właściwie znaczy mieć idealnego partnera? Być z kimś, kto dokładnie analizuje nasze potrzeby, marzenia i spełnia je zanim zdążymy o nich opowiedzieć? A co jeśli uświadomilibyśmy sobie, że stoi za tym nie miłość, ale programiści? Jaka jest różnica między miłością a złożonym algorytmem? Czy nie dostosowujemy się do potrzeb partnera również w tradycyjnych związkach? Co jest prawdziwe w związkach i na ile można się do drugiej osoby dopasować?" – wyjaśniła.

Łącznie w tegorocznym konkursie głównym rywalizuje 15 produkcji. Zwycięzców poznamy w piątek w południe. Wyłoni ich jury, w którym znaleźli się laureaci Złotego Niedźwiedzia z poprzednich lat: irański reżyser Mohammad Rasoulof (twórca nagrodzonego w ub.r. "Zło nie istnieje"), izraelski reżyser Nadav Lapid ("Synonimy", 2019), rumuńska reżyserka Adina Pintilie ("Touch Me Not", 2018), węgierska reżyserka Ildikó Enyedi ("Dusza i ciało", 2017), włoski reżyser Gianfranco Rosi ("Fuocoammare. Ogień na morzu", 2016), a także bośniacka reżyserka Jasmila Žbanić ("Grbavica", 2006). (PAP)

autorka: Daria Porycka

 

Przeczytaj także