Borys dla DGP: To nie jest taki kryzys, jaki mieliśmy wiosną

Borys dla DGP: To nie jest taki kryzys, jaki mieliśmy wiosną

Firmy mają dziś bufor 50 mld zł dodatkowej płynności. Ale zamknięte branże znalazły się w trudnym położeniu. Wymagają wsparcia w postaci postojowego i instrumentów płynnościowych - mówił w wywiadzie dla wtorkowego "Dziennika Gazety Prawnej" prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys.

W rozmowie z DGP Borys stwierdził, że obecnie nie mamy do czynienia z ponownym lockdownem, tylko jego znacznie łagodniejszą odmianą. Zwrócił także uwagę, że natura i przebieg drugiej fali kryzysu oraz same ryzyka są inne.

"W marcu i kwietniu mieliśmy w polskiej i światowej gospodarce najniebezpieczniejszą sytuację od dziesięcioleci. Powodem był szok podażowy w wyniku zerwania się łańcuchów dostaw i grożące kolejnym kryzysem finansowym potężne turbulencje na rynkach. Do tego doszło pełne zamknięcie edukacji i handlu. Połowa branż praktycznie się zatrzymała. To było też olbrzymie zaskoczenie. Gdyby lockdown potrwał trochę dłużej i nie wdrożono rządowych tarcz antykryzysowych, to mielibyśmy w Polsce długą recesję, już dzisiaj upadłości dziesiątek tysięcy firm i prawie milion dodatkowych bezrobotnych. Tymczasem liczba firm nawet wzrosła, rynek pracy jest stabilny z jedną z najniższych na świecie stóp bezrobocia i wzrostem płac o 5,6 proc., a aktywność gospodarcza odbiła bardzo mocno w III kw. do ok. 95?97 proc. poziomu sprzed COVID-19" - podkreślił szef PRF.

Jak dodał, obecnie zakaz działalności obejmuje ok. 25 branż - głównie gastronomię, kulturę, targi, obiekty sportowe, a zatrudnienie w tych sektorach to ok. 3 proc. pracowników ogółem. "Pośrednio spadek przychodów odczuwa także turystyka, zwłaszcza w dużych miastach oraz branża lotnicza. Łącznie to ok. 10?12 proc. PKB. Zupełnie inna skala niż wiosną. Przemysł działa płynnie, a wskaźniki PMI jeszcze dobrze rokują na najbliższe 1?2 miesiące. Nie ma zawirowań na rynkach finansowych, choć niektóre banki mają rosnące wyzwania, co jest typowym efektem wtórnym recesji. Stacjonarnie działa edukacja dla najmłodszych. Wiele firm i pracowników przystosowało się do nowych warunków pracy zdalnej lub w podwyższonym reżimie sanitarnym" - wyliczał.

"Natomiast mamy cały czas poczucie zagrożenia. Ponowny spadek zaufania konsumentów i firm wywołany drugą falą pandemii to główny czynnik kryzysowy w najbliższych miesiącach w wyniku spadku konsumpcji i inwestycji. Do tego dochodzi problem ciągłości działania firm – nie mówiąc o służbie zdrowia i edukacji – wynikający z objęcia kilkuset tysięcy osób kwarantanną. Wyzwaniem jest przyszłość branż trwale dotkniętych pandemią, gdzie mamy bliski kontakt ludzki. Ale patrząc na całą gospodarkę, to aktualnie sytuacja jest znacznie stabilniejsza niż w marcu i kwietniu, pomimo wielokrotnie większych wyzwań zdrowotnych" - podkreślił Borys.

Zwracał uwagę, że koszt zabezpieczenia gospodarki przed skutkami pandemii wyniósł 145 mld zł, czyli ok. 6,5 proc. PKB. Jak mówił, większość tych środków w Polsce, w przeciwieństwie do większości krajów UE, miała charakter bezzwrotny. Chodziło o to, żeby zapobiec spirali recesyjnej oraz zbudować bufory finansowe.

"W efekcie dzisiaj firmy mają ponad 50 mld zł dodatkowego bufora płynnościowego, a wskaźnik płynności w sektorze przedsiębiorstw osiągnął rekordowy poziom. Monitorujemy na bieżąco te dane we wszystkich sektorach. Nie zmienia to faktu, że zamknięte branże znalazły się obecnie w bardzo trudnym położeniu. Wymagają wsparcia w postaci postojowego i instrumentów płynnościowych, które zapowiedział już premier Mateusz Morawiecki. Rząd wdrożył szereg rozwiązań finansowych, które umożliwiają szybkie działanie, choć w niektórych sytuacjach wymagać to będzie zgody Komisji Europejskiej" - zauważył Borys.

Zaznaczył, że trzeba mieć świadomość, że pomoc z tarcz antykryzysowej i finansowej wiąże się ze zwiększaniem zadłużenia.(PAP)

Przeczytaj także