Getto to był zupełnie inny świat

Getto to był zupełnie inny świat

Getto jest nie do wyobrażenia sobie dzisiaj, ani wzrokiem, ani węchem, żadnym czuciem, żadnymi zmysłami. To był zupełnie inny świat - powiedział w rozmowie z PAP Izaak Wacław Kornblum, uratowany w marcu 1943 roku z warszawskiego getta. Jak mówił, po getcie została w nim pustka.

Udostępniamy nagrania wideo:

https://wideo.pap.pl/videos/59935/

https://wideo.pap.pl/videos/59936/

https://wideo.pap.pl/videos/59941/

https://wideo.pap.pl/videos/59942/

Izaak Kornblum urodził się 5 marca 1926 roku w Paryżu w rodzinie żydowskiej. Imię Wacław otrzymał w czasie okupacji. Jego matka, Menucha z domu Zamość, zmarła, gdy miał trzy i pół roku. Ojciec, Szlomo Kornblum, był pisarzem i tworzył w języku jidysz. Po powrocie z Francji, od końca lat 20. Izaak mieszkał w Warszawie. W 1930 roku ojciec ożenił się po raz drugi - z Lonią Mileband. Dwa lata później urodził się jego przyrodni brat Ber, zwany Borusiem, a po wojnie także Władkiem. Rodzina Kornblumów zamieszkała wówczas przy ulicy Śliskiej 42. W sierpniu 1939 roku Kornblumowie przeprowadzają się na ulicę Niską 35.

"Mieszkaliśmy na terenie, który został włączony do getta, także nie trzeba było się przeprowadzać. Od razu byliśmy w getcie na ulicy Niskiej 35. To było na tyle oryginalne i istotne, że z balkonu naszego mieszkania, widać było Umschlagplatz (z niemieckiego plac przeładunkowy przyp. PAP)" - opowiadał Kornblum.

Opisując moment tworzenia się getta warszawskiego powiedział: "Zaczęli budować mur odcinkami, w różnych miejscach stawiali mury. Z początku niewysokie - zaczątki murów. Nie wiadomo było, nikt nie wiedział, co to jest i po co to jest. Dopiero potem zaczęły się różne plotki, że to ma być dzielnica zamknięta, ale to trwało jakiś czas i dopiero, kiedy postanowili zamknąć getto, dokończono budowę na różnych odcinkach. Tych odcinków było bardzo dużo i powstał jeden długi mur, który otaczał tę dzielnicę - dużą dzielnicę - złożoną z dwóch właściwie terenów, połączonych jedną bramą, mostem na ulicy Długiej. Po jakimś czasie zlikwidowano tę mniejszą część getta i powstało jedno getto, główne" - wyjaśnił.

Pytany o to, jak wyglądało życie w getcie odpowiada: "Człowiek dzisiejszy nie potrafi swoimi zmysłami objąć tego świata, jaki wówczas tam panował. Widziałem różne filmy, w których są urywki getta, ale trzeba było tam być, żeby to odczuć. To jest nie do wyobrażenia sobie dzisiaj, ani wzrokiem, ani węchem, żadnym czuciem, żadnymi zmysłami. To był zupełnie inny świat".

Wspominał, że "w najgorszym okresie na chodnikach leżały trupy dzieci, które umierały z głodu". "Ludzie przechodzili obojętnie, załatwiając swoje sprawy, dbając o swoje sprawy i taka była rzeczywistość. Wiele dzieci chodziło +po prośbie+ po podwórkach, malutkie dzieci. Śpiewały piosenki, prosiły o kawałek chleba, żeby im zrzucić. 10-letnia dziewczynka przychodziła na podwórko do nas i śpiewała piosenkę +Miłość ci wszystko wybaczy+. Przychodził chłopczyk, który tylko wykrzykiwał: +kawałek chleba!+, +kawałeczek chleba!+ Ludzie spieszyli się, nie zwracali uwagi" - mówił.

Dodał, że "ktoś, kto nosił przy sobie kawałek chleba, czy jakąś inną paczuszkę, był narażony na to, że podbiegnie ktoś i mu to wyrwie".

Kornblum opowiadał również o epidemii tyfusu. "Nie wolno było chorych przetrzymywać w domu. Trzeba było ich oddawać do szpitala. W wielu wypadkach to oznaczało śmierć. Brat wujka tak umarł, dobra koleżanka mamy tak umarła i wielu, wielu innych" - podkreślił.

Jak mówił, straszne były blokady, kiedy już zaczęli wywozić ludzi do Treblinki. "Przychodziła policja żydowska, stawali na podwórku i krzyczeli: +schodzić! kto zostanie w mieszkaniu, zostanie rozstrzelany!+. Ludzie się bali, część schodziła, a część zostawała w domu. Potem policja już przy udziale Niemców, którzy wkraczali po pewnym okresie, po godzinie przypuśćmy, wyważali drzwi, wyciągali ludzi. Zostawały puste mieszkania" - opowiadał.

"Taka blokada na ul. Niskiej 35, tam gdzie mieszkaliśmy, trwała ze 2-3 godziny. Zgarniali ludzi i gnali na Umschlagplatz. Jeszcze zanim blokady się zaczęły, to nas żydowska policja, całą rodzinę, złapała na ulicy i przewiozła na Umschlagplatz, z samego początku. Siedzieliśmy na tym Umschlagplatzu, ludzi przebywało, był okropny ścisk. Było wyjście na rampy kolejowe. Niektórzy ludzie przesuwali się bliżej z myślą, że zajmują lepsze miejsce, ale ojciec powiedział: Nie, siedźmy tutaj. Zobaczymy, może się uratujemy. Wykupili nas. Mieliśmy wujka piekarza, bardzo zamożnego, w tym samym domu na ul. Niskiej 35. Dowiedział się przez mojego kolegę, który był świadkiem naszego zgarnięcia i przez jakiegoś policjanta żydowskiego przekupionego nas wyswobodzili po paru godzinach, jak już transporty odeszły" - wspominał.

Kornblum w trakcie pracy w szopie krawieckim Oszmana (od połowy 1941 roku dominującą formą produkcji w getcie stały się niemieckie manufaktury, tzw. szopy - przyp. PAP), przeżywa także selekcję. "Któregoś dnia zebrali wszystkich niby to pracowników i zaprowadzili na ulicę Majzelsa, potem była to ulica Kupiecka. Wprowadzili nas na tę ulicę, ona była ślepa, stali tam Niemcy z karabinami maszynowymi, była także żydowska policja. Uformowali czworobok z ludzi przygnanych. Ja stanąłem w pierwszym rzędzie, bo tam były dziesiątki ludzi, jeden za drugim. Miałem przed sobą Niemców, którzy z list wyczytywali nazwiska. Ci, których wyczytywali, przebiegali na drugą stronę podwórka i to byli ludzie, którzy mieli pozostać. Zorientowałem się po paru chwilach, że wyczytują jakieś nazwisko i nikt nie przebiega na drugą stronę. Pomyślałem, że widocznie albo ci ludzie nie przyszli albo na listę wstawiono fikcyjne nazwiska. Gdy nikt nie przebiegł na drugą stronę, ja pobiegłem. Nie zareagowali Niemcy. Zostałem w ten sposób w grupie, która miała pozostać po selekcji. To trwało wszystko ze dwie godziny. Rozdzieli te dwie grupy, część przeprowadzili do pustego podwórka, a drugą część zagnali na Umschlagplatz. W ten sposób moja mama i kuzynka trafiły do Treblinki. Ja ocalałem. To uratowało mi życie" - opowiadał.

Jako pierwszy z getta wydostaje się w grudniu 1942 roku brat Izaaka, Władek "Boruś". "Ojciec miał kontakty z podziemiem. Był taki facet, który przychodził, znikał, wchodził do getta, wychodził - niejaki Jehuda Feld. Ojciec się z nim zgadał, że ulokuje gdzieś brata. Ten gość znalazł na Pradze kolejarza, który tam mieszkał w takim - bym powiedział - niskim domku, troszkę na odludziu, na ul. Gilarskiej i zgodził się przyjąć na przechowanie dziecko. W ten sposób Władek, czyli mój brat, został tam ulokowany" - zdradził w rozmowie z PAP Kornblum.

W marcu 1943 roku, kiedy wiadomo było, że wywożą ludzi do Treblinki i likwidują getto, ojciec Izaaka znowu nawiązuje kontakt z Feldem, żeby wydostać z getta również starszego syna. "Ojciec wiedział, że musi wysłać przedtem młodszego brata, który był brunetem, podobnym do Żyda, a dopiero potem mnie. Wszyscy nawet w kamienicy ciągle nagabywali ojca: +Dlaczego go trzymasz tutaj, przecież on jest podobny do Aryjczyka+. I wtedy ojciec znowu z tym Feldem się dogadał, żeby mnie również gdzieś wyprowadzić" - wyjaśnił.

Jak mówił, "z getta wychodziły do pracy tzw. placówki". "Placówka to była kolumna ludzi, która za przyzwoleniem Niemców, wtedy jeszcze można było, wychodziła przez wachę (brama do getta, ich liczbę Niemcy systematycznie zmniejszali - przyp. PAP) na roboty po aryjskiej stronie. Ludzie to wykorzystywali na szmugiel, na to, żeby się urwać, na jakiś kontakt z aryjską stroną i w ten sposób udawało się - nie zawsze, ale często - wydostać z getta z taką kolumną, czyli z placówką. Tak się mówiło. To też zależało od tego, kto stał na wasze, którzy Niemcy stali. Policja żydowska stała, policja granatowa i żandarmeria niemiecka" - powiedział.

Kornblum wspominał, że "bardzo niebezpiecznie było, jeżeli - nie wiadomo było, na której bramie - stoi tzw. verrueckte Max - zwariowany Max".

"Był taki żandarm, który jak stał, to wyłapywał ludzi, rewidował, nieraz strzelał. I też nie wiadomo było, którą wachą przejść, bo było parę przejść. Mnie ten Feld wyprowadził przez ulicę Żelazną, tam stała wacha. Odebrał mnie jakiś gość umówiony, który stał po aryjskiej stronie, tam gdzie ta kolumna przechodziła. I zawiózł mnie do Marek pod Warszawą. Tam mieszkała rodzina pepeesowców, sami młodzi ludzie, paru braci, siostra. Jeden z tych właśnie braci - starszy - miał mnie ulokować gdzieś na wsi" - opowiadał.

Przed wyjściem z getta Izaak Kornblum zakochuje się w Tusi Gersztenzang, której obiecuje wydostanie z getta. "Była jasną blondynką. Zupełnie aryjski typ. Mówiła doskonale po polsku i po francusku. Właściwie to nie mówiliśmy o tym, że wyjdziemy razem. To wszystko było w sferze jakiejś nierealnej, nierzeczywistej. I nagle buch, ja wychodzę, jest ten kontakt" - wspominał Kornblum.

Na wydostanie swojej sympatii z getta również potrzebuje pieniędzy, które otrzymuje od swojego wujka Gefena, piekarza. Przedostaje się na Niską 35, do miejsca, gdzie mieszkał. "Ludzie mnie na podwórku zobaczyli, a wszyscy już wiedzieli, że wyszedłem z getta, zaczęli pytać: +Po co wróciłeś?+, ale ja nie zatrzymywałem się, szukałem ojca. Poszedłem na pierwsze piętro, tam żeśmy wtedy mieszkali. Ojciec się o nic nie spytał, tylko ja sam powiedziałem, że przyszedłem po Tusię. Ojciec wstał i poszedł do wujka, do piekarni. Ja poszedłem do Tusi na szóste piętro. Nie była zdziwiona. Zanim wyszedłem, jak się żegnaliśmy - mimo że to była abstrakcja zupełna - powiedziała: +Wrócisz po mnie?+... Nazajutrz o godz. 6 rano żeśmy się wyszykowali oboje i tą samą drogą, przez Żelazną, żeśmy wyszli z placówką i pojechaliśmy taką ciuchcią do Marek, do tej rodziny" - opowiadał.

Na pytanie, jak pobyt w getcie wpływał na jego późniejsze życie, odpowiedział: "Nie tyle pobyt w getcie wpływał, tylko losy ludzi. To, że zabrali... To, że rodzina została wywieziona... Pustka... Cały świat stracony".

Po wojnie Izaak Wacław Kornblum choruje na gruźlicę i przez dłuższy czas leczy się w sanatorium w Otwocku, gdzie poznaje swoją przyszłą żonę - Janinę Kornblum. W 1957 roku wyjeżdżają do Izraela. Do Polski wracają w 1989 roku. Do 1989 roku Izaak pracował w ministerstwie w Izraelu. Potem dostał ofertę pracy w Polsce, w firmie amerykańskiej, która zajmowała się budowaniem dużych obiektów przemysłowych w sektorze spożywczym i zbudowała na terenie Polski ponad dwadzieścia dużych zakładów. Zostawili mieszkanie, wszystko i przyjechali do Wrocławia, gdzie początkowo mieściła się siedzibę firmy. Po pół roku przeniosła się do Warszawy.

Od 2019 roku Izaak Wacław Kornblum jest członkiem Rady Muzeum Getta Warszawskiego. W tym samym roku wydał także książkę "Wacław Kornblum. Wspomnienia. Moja wersja". (PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska

Przeczytaj także