Strajk łódzkich włókniarek z 1971 roku - największy protest robotniczy w powojennej historii Polski

Strajk łódzkich włókniarek z 1971 roku  - największy protest robotniczy w powojennej historii Polski

Rozpoczęte 10 lutego 1971 roku strajki łódzkich włókniarek, były jednymi z największych protestów robotniczych w powojennej historii Polski. 50 lat temu w Łodzi i okolicach strajkowało ok. 60 tys. osób, głównie kobiet.

Po masakrze robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, w wyniku tarć frakcyjnych na szczytach władz komunistycznych, do rezygnacji z funkcji I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej zmuszono Władysława Gomułkę. Zastąpił go szef partii na Śląsku Edward Gierek.

Najpierw była zapowiedź wycofania się nowej ekipy rządzącej z planów podwyżek cen żywności, które miesiąc wcześniej doprowadziły do protestów krwawo stłumionych przez wojsko i milicję, m.in. w Trójmieście. Okazało się, że podwyżki jednak będą. Znów pojawiły się protesty. Tym razem najmocniej zawrzało w Łodzi, głównie wśród kobiet w zakładach przemysłu lekkiego. 10 lutego 1971 wybuchły strajki.

Pierwszy protest był w zakładach im. Juliana Marchlewskiego, dawnej fabryce Izraela Poznańskiego. Potem do protestu przyłączyło się ponad 30 zakładów z Łodzi i okolic, głównie przemysłu lekkiego, gdzie kobiety stanowiły czasem nawet 80 procent załogi. W połowie lutego 50 lat temu w Łodzi strajkowało od 55 do 60 tys. osób. To więcej niż w całej Polsce podczas następnych protestów robotniczych z 1976 roku.

Politolog z Uniwersytetu Łódzkiego prof. Jacek Reginia-Zacharski powiedział PAP, że stało się tak, ponieważ komuniści lekceważyli włókniarki, a ponadto model rodziny w Łodzi i okolicach był nieco inny niż w całym kraju.

„W Łodzi sytuacja była szczególna. To kobiety zarabiały pieniądze i to głównie kobiety je wydawały robiąc zakupy. Podwyżki cen żywności spowodowały ich nieprawdopodobne wzburzenie” – zauważył ekspert. „Łódzkie kobiety, już na początku ery Gierka, wiedziały, że nowy I sekretarz PZPR także oszukuje robotników” – dodał.

Negocjacje ze stroną rządową były trudne. Kiedy do jednego z łódzkich zakładów przyjechał nowy premier Piotr Jaroszewicz, na jego pytania o powrót do pracy, włókniarki konsekwentnie odpowiadały przecząco. Jedna z kobiet wytrąciła Jaroszewiczowi mikrofon.

Gorąca atmosfera utrzymywała się również podczas spotkań z innymi delegatami z Warszawy. Do legend przeszła opowieść o tym, że podobno podczas wizyty wicepremiera Jana Mitręgi, jedna ze strajkujących szwaczek pokazała mu gołe pośladki. Wtedy w całej Polsce powtarzano, że wielu odpowiada I sekretarzowi PZPR: „pomożemy”, a łódzkie włókniarki nie boją się pokazać ekipie Gierka… swojej determinacji.

„Chociaż to do pewnego stopnia mit, bo też nie było tak, że wszyscy mówili wtedy Gierkowi +pomożemy+” – zwrócił uwagę Reginia-Zacharski. „Dlaczego włókniarki postąpiły, tak jak postąpiły? W Łodzi i okolicach, gdzie było najwięcej kobiet zatrudnionych w wielkim przemyśle ich reakcja na podwyżki musiała być radykalna” – zaznaczył.

„Ekipa Gierka dobrze wyczuwała nastroje mężczyzn pracujących w przemyśle” – mówił profesor. „Reakcji kobiet jednak nie przewidziano" – podkreślił. „Dopiero później, kiedy Gierek pojawił się w Łodzi z kwiatami, udało mu się nieco wyciszyć te nastroje” – przypomniał profesor.

Efektem strajków łódzkich włókniarek był powrót do cen żywności sprzed grudnia 1970 roku, tym samym kobietom z Łodzi udało się zatrzymać drastyczne podwyżki. Robotniczy bunt z 1971 roku określa się, jako jeden z nielicznych skutecznych protestów przeciw władzom komunistycznym.

Strajki łódzkie dopiero w ostatnich latach doczekały się godnego upamiętnienia, a przede wszystkim rzetelnych opracowań historycznych - podkreślił Reginia-Zacharski.

„Strajki łódzkich włókniarek z 1971 roku nie były typowym robotniczym protestem” - zauważył. „Przez lata utrwalił się powszechny wizerunek oporu z robotnikami przemysłu ciężkiego - mężczyznami we flanelowych koszulach w kratę - w roli głównej” – dodał profesor. „Uważało się, że moc wywracania systemu komunistycznego mieli m.in. górnicy, czy stoczniowcy” – mówił ekspert.

„Włókniarki z Łodzi do tego modelu nie pasowały” – powiedział naukowiec. Jego zdaniem związany ze Śląskiem Gierek nie spodziewał się tak radykalnych postaw wśród strajkujących włókniarek i zlekceważył je. „Takie protesty nie mieściły mu się w głowie, dlatego tak szybko jego ekipa musiała ustąpić i spełnić żądania kobiet z Łodzi” – podkreślił prof. Reginia-Zacharski. (PAP)

Autor: Hubert Bekrycht

 

Przeczytaj także