Plany zwolnień w oświacie Łódź tłumaczony brakiem pieniędzy z subwencji

Plany zwolnień w oświacie Łódź tłumaczony brakiem pieniędzy z subwencji

Łódź dokłada do oświaty 500 mln zł rocznie - tak władze lokalne tłumaczą plany zwolnienia ok. 500 pracowników niepedagogicznych w miejskich szkołach. Lider łódzkiej "S" Waldemar Krenc powiedział w środę PAP, że w tej sprawie władze Łodzi nie dotrzymały słowa.

Władze Łodzi planują zwolnienie 500 pracowników niepedagogicznych, czyli m.in. personelu administracyjnego i technicznego, w miejskich placówkach oświatowych. Urzędnicy tłumaczą to zbyt niską subwencją oświatową.

"Jako były nauczyciel liceum, a teraz wykładowca akademicki, wiem jak ważni są pracownicy niepedagogiczni" - podkreślił przewodniczący rady miejskiej w Łodzi Marcin Gołaszewski. "Z drugiej strony wiem, w jakiej sytuacji budżetowej jest miasto. Łódź dokłada do subwencji oświatowej pół miliarda złotych rocznie" - zaznaczył. "Ubytki w wyniku niedofinansowania łódzkiej oświaty przez rząd są coraz większe. Rząd PiS łamie konstytucję, która gwarantuje adekwatność zasilania finansowego do zakresu zadań" - mówił.

Zdaniem przewodniczącego łódzkiej "Solidarności" Waldemara Krenca, w sprawie planowanych przez miasto zwolnień pół tysiąca pracowników niepedagogicznych łódzkiej oświaty, władze samorządowe nie dotrzymały słowa.

"Nie po to zawarto porozumienie z prezydentem miasta zmieniające zakładowy układ zbiorowy, żeby dzisiaj zwalniać ludzi" - zwrócił uwagę szef "S" w regionie. "Pracownicy niepedagogiczni zrzekli się części swoich należności, a w zamian urząd stwierdził, że nie będzie ich zwalniał" - zaznaczył.

"Ktoś sobie robi +z gęby cholewę+" - skomentował działania władz miasta Waldemar Krenc. "To są zwykłe polityczne manewry" - ocenił.

Szef łódzkiej "S" dodał, że w dobie epidemii, ale po możliwym zniesieniu obostrzeń, trudno sobie wyobrazić szkołę na przykład bez sprzątaczek, woźnych i pracowników technicznych. "Bo wtedy nie będzie miał kto m.in. dezynfekować klas, czy korytarzy" - podkreślił Krenc.

Podczas środowej sesji większość łódzkich radnych z klubów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zdecydowała o skreśleniu z porządku obrad informacji władz miasta o planach zwolnienia z miejskich szkół pięciuset pracowników niepedagogicznych.

Zdaniem radnego Prawa i Sprawiedliwości Sebastiana Bulaka, brak tej informacji na sesji jest skandalem. "Radni KO i SLD wolą rozmawiać o politycznych apelach i dmuchawach do liści niż o realnych problemach łodzian, m.in. o bezpieczeństwie dzieci w szkołach podczas pandemii i podwyżkach cen wody o ok. 40 proc." - podkreślił. "Po co rozmawiać o dziurach w drogach, o bezpieczeństwie kierowców?" - pytał ironicznie radny PiS.

Politycy KO i Lewicy mają w 40-osobowej radzie ponad 30 przedstawicieli i mogą przegłosować każdy projekt uchwały. W środę, z inicjatywy większościowych klubów, podczas sesji przekonywano o konieczności zmiany w prawie oświatowym. Powodem jest oburzenie i sprzeciw klubów KO oraz Lewicy wobec decyzji władz łódzkiego liceum, które zakazały uczniom używania na szkolnej platformie nauczania zdalnego awatarów z czerwoną błyskawicą - symbolem Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Zdaniem Radosława Marca przewodniczącego klubu PiS, interwencja radnych KO i Lewicy popierających prawo uczniów do umieszczania błyskawicy w ich awatarach na platformie zdalnego nauczania, to dążenie do upolitycznienia szkół prowadzonych przez samorządy. Przedstawiciele KO i Lewicy argumentują, że - na platformie zdalnego nauczania - błyskawica w miejscach na zdjęcia uczniów łódzkiego liceum jest wyrazem ich poglądów, nie sympatii politycznych.

Ostatecznie, głosami klubów KO i Lewicy popierających rządzącą od ponad dekady Łodzią prezydent Hannę Zdanowską z KO, przyjęto uchwałę z apelem o zmianę prawa oświatowego. Znalazła się tam propozycja poszerzenia kompetencji samorządów prowadzących szkoły. (PAP)

Autor: Hubert Bekrycht

 

Przeczytaj także