Nieznana twarz Łazienek Królewskich

Nieznana twarz Łazienek Królewskich

Mam nadzieję, że ten przewodnik pokaże nieznaną jeszcze twarz Łazienek. Dla mnie architektura jest bowiem najciekawsza na tle historycznym, politycznym, kulturalnym, społecznym – mówi autor książki „Łazienki Królewski. Przewodnik po historii i architekturze” Grzegorz Piątek.

Polska Agencja Prasowa: Skąd pomysł zajęcia się właśnie Łazienkami, dosyć nieoczywistym tematem w kontekście pana wcześniejszych publikacji?

Grzegorz Piątek: To rzeczywiście nie jest temat, z którym jestem kojarzony, ponieważ związany z dawną Warszawą, a nie z modernizmem, odbudową czy współczesną architekturą. Natomiast nie zapominajmy, że zajmuję się Warszawą w ogóle. Jestem też warszawiakiem, który do Łazienek chodzi od dziecka, mieszkam w sąsiedztwie, więc jest mi to temat bardzo bliski. Dlatego z tym większą radością się tym zająłem.

Propozycja napisania książki wyszła od Muzeum Łazienki Królewskie, ale zaakceptowałem ją bez wahania, bo zawsze darzyłem to miejsce ogromnym sentymentem. Siłą rzeczy także dowiadywałem się sporo na ich temat, bo badając Warszawę trudno nie natknąć się na kwestie związane z Łazienkami. Także z radością przyjąłem taką okazję, żeby tę swoją rozproszoną wiedzę uporządkować, uzupełnić i stworzyć taki przewodnik, który sam chciałbym czytać.

Zaakceptowałem tę propozycję również dlatego, że wydawało mi się, iż jest to okazja żeby tę historię troszkę zmodernizować. Łazienki kojarzą nam się z historią XVIII w., z czasami Stanisława Augusta Poniatowskiego. A ja chciałbym pokazać, że nie jest to tylko miejsce, które możemy kojarzyć z królem Stasiem, ale że to także obszar, który później miał bardzo ciekawą historię. I na jego dzieje XIX-XX-wieczne położyłem chyba większy nacisk niż w dotychczasowych przewodnikach. Bo to jest jednak miejsce żyjące, które potem miało kolejnych opiekunów, którego rola się zmieniała i na tym mi właśnie zależało, żeby tę historię pociągnąć dalej.

PAP: Powiedzmy więc trochę szerzej co się znalazło w publikacji.

G.P.: Jest ona przewodnikiem, ale takim, który z założenia miał być jednocześnie książką, która nadaje się też do czytania w domu. Ma być opowieścią do czytania w fotelu, a niekoniecznie książką, którą się zabiera na spacer i odhacza kolejne punkty. Prawdę mówiąc powstrzymałem się przed wieloma szczegółami, żeby jej nie przepełnić informacjami. Łazienki mają znakomitą stronę internetową, gdzie naprawdę każda rzeźba i detal dekoracyjny jest opisany. Tym bardziej czułem więc, że nie muszę wyczerpać tematu.

Natomiast chciałem, by była to książka, która da dobry ogólny obraz dziejów tego miejsca, najważniejszych obiektów. Dlatego dzieli się na bardzo długi wstęp, który pewnie zajmuje jedną trzecią objętości, będący szkicem historycznym. I potem dopiero są kolejne obiekty – Pałac na Wyspie, Biały Domek, Pałac Myślewicki i inne.

Towarzyszą im „wrzutki” z rozwiniętymi opowieściami o ciekawszych postaciach, wydarzeniach, zagadkach „łazienkologicznych” czy historiach, które się tam działy. Jak historia niedoszłego pogrzebu Stanisława Augusta w Łazienkach, dzieje jego przyjaciół - malarzy i architektów, którzy to miejsce współtworzyli czy historia cesarskiej, czyli carskiej kolekcji cytrusów, która w XIX w. była atrakcją Łazienek i ewenementem na międzynarodową skalę.

PAP: Książka jest bogato ilustrowana, znalazły się tam fotografie, plany, ryciny.

G.P.: Są tam zdjęcia współczesne, plany zarówno całych Łazienek Królewskich, jak i najważniejszych, największych obiektów. Ale też zależało nam, żeby pojawiło się troszeczkę materiałów archiwalnych. Bo to jak Łazienki wyglądają teraz, każdy na spacerze zobaczy, natomiast ciekawe jest też obejrzeć nieistniejące obiekty takie jak cerkiew, która była tam kiedyś, rozebrana dopiero po wojnie, jak Domek Magdeburski czy też zobaczyć czym Łazienki żyły kiedyś jako miejsce spacerów czy wizyt ważnych osobistości. Myślę, że użycie materiału archiwalnego też czyni z tego bardziej książkę „do czytania” niż klasyczny przewodnik.

PAP: Jest pan z wykształcenia architektem. Czy to wykształcenie pomaga w pana pracy?

G.P.: Myślę, że faktycznie pomaga. Łazienki Królewskie mają bowiem kilka „warstw”. Z jednej strony to miejsce ważne w historii politycznej, nacechowane symbolicznie, ważne dla kultury Warszawy, dla jej życia codziennego od lat. Natomiast jest to jednak przede wszystkim miejsce cudownej architektury, gdzie znalazło się wiele ciekawych budowli, powstałych przede wszystkim właśnie za czasów Stanisława Augusta.

To także architektura zieleni, architektura krajobrazu. I myślę, że tutaj mój warsztat architekta czy historyka architektury był bardzo przydatny. Z tym że od razu też zastrzegam, iż bardzo starałem się nie epatować fachowym słownictwem. Zawsze pisząc popularyzatorskie teksty staram się powstrzymywać przed żargonem, szczegółowymi danymi.

PAP: Kogo widziałby pan jako odbiorcę tej książki?

G.P.: Ma to być uniwersalny przewodnik. Dla przygodnych turystów z drugiego końca świata, bo został także od razu przetłumaczony na angielski i z tego co wiem mają także powstać wersje w innych językach. Dlatego też starałem się pisać dość prosto, żeby np. niuanse polskiej historii były podane w taki sposób, by osoba przeciętnie wykształcona z innego kraju mogła to zrozumieć. Także dla polskich turystów czy spacerowiczów, jak i dla warszawiaków.

Myślę też, że dla wielu osób mieszkających w Warszawie Łazienki mogą się wydawać miejscem zbyt oczywistym, jak Stare Miasto. Gdzieś tam się było w dzieciństwie, na wycieczce szkolnej, a teraz się wydaje, że nie ma po co wracać. Mam nadzieję, że książka pokaże nieznane jeszcze twarze tego miejsca, nieznane niuanse i że nawet osoby, którym to miejsce się wydaje aż za bardzo znajome, poznają je z nowej strony.

PAP: Czy to połączenie historii i architektury jest pana pasją jako temat pisarski?

G.P.: Jak najbardziej. Dla mnie architektura jest właśnie najciekawsza na tle historycznym, politycznym, kulturalnym, społecznym. Nie interesuje mnie tylko jak dane miejsce wyglądało, skąd się wziął jego styl, kto to projektował. Architektura zawsze powstaje na czyjeś zlecenie - inwestora czy mecenasa, komuś ma służyć, jakiejś określonej grupie społecznej, ma coś symbolizować. I dlatego opowiadając o historii architektury trudno obyć się bez historii w ogóle.

Ważne są kwestie mecenatu, finansowania, symboliki, propagandowej wymowy. Np. nie jest przypadkiem, że na Agrykoli stoi pomnik Jana III Sobieskiego. Stanisław August starał się bowiem przekonać ludzi do sensu wojny z Turkami, więc postawił pomnik króla, który Turków pokonał. Takich niuansów jest sporo i myślę, że jeśli się je odkryje to wtedy ta architektura, rzeźba czy malarstwo dopiero ożywa w naszych oczach.

PAP: Zajmuje się pan bardzo zróżnicowanymi tematami. Jak pan na nie trafia, dlaczego przyciąga pana jakiś okres czy zagadnienie?

G.P.: Myślę, że to może wynika z faktu, że jestem amatorem, jeśli chodzi o historię - nie mam wykształcenia historycznego. W związku z czym wszystko mnie może zainteresować pod warunkiem, że jest tam jakaś ciekawa opowieść. Najbardziej mnie cieszy odkrywanie tego, że w zasadzie w różnych okresach działają te same mechanizmy. Że pewne rzeczy są ponadczasowe, że ludzkie odruchy, ludzka natura jest podobna. Np. kiedy czytałem o życiu codziennym i zwyczajach Stanisława Augusta, którego starałem się jak najbardziej napełnić życiem w książce, okazało się, że miał ogromną kolekcję rycin, którą trzymał w takich teczkach i lubił oglądać przed snem.

Czym to się różni od naszego grzebania przed snem w telefonie w internecie, oglądania instagrama? On oglądał egzotyczne krajobrazy, zabytki, sztukę, to czego ludzie teraz też szukają w sieci. A on to oglądał na rycinach. Także czasy się zmieniają, ale ludzie są tacy sami, potrzeby i tęsknoty są podobne. I to mnie właśnie w tych różnych okresach bardzo pociąga.

PAP: Czy praca nad przewodnikiem wymagała researchu historycznego czy Łazienki pana wspomogły merytorycznie?

G.P.: Łazienki mnie tu absolutnie wspomogły. Nie prowadziłem badań archiwalnych, tylko opierałem się na już istniejącej literaturze i bardzo też pomogli mi pracownicy merytoryczni Łazienek, których nazywam pieszczotliwie „łazienkologami”, często specjalizującymi się w bardzo wąskich kwestiach. Skorzystałem także z przywileju bycia oprowadzanym przez nich, także mój przewodnik jest jakoś też owocem tych oprowadzań przez najlepszych znawców Łazienek. Poza tym oczywiście tekst również był przez tych specjalistów weryfikowany, kiedy go już skończyłem.

PAP: Czy nadal pan pracuje jako architekt czy ta pasja ewoluowała?

G.P.: Nie, jeszcze na studiach pożegnałem się z myślą o projektowaniu, zacząłem pisać i teraz już tylko tym się zajmuję. Dalej jednak myślę o sobie jako o piszącym architekcie, mimo że niepraktykującym. Bo jednak to przygotowanie zawodowe daje zupełnie inne podłoże niż historykowi czy historykowi sztuki. Bardziej chyba się dostrzega „kuchnię” architektury, takie kwestie jak finanse, technika, materiały, specyfika prowadzenia inwestycji. To są chyba sprawy, na które zwracam uwagę odruchowo dzięki swojemu wykształceniu inżynierskiemu.

PAP: Czy nad czymś pan teraz pracuje, jakiś nowy temat pana przyciągnął?

G.P.: Kończę właśnie pracę nad biografią Bohdana Pniewskiego, warszawskiego architekta, który przed wojną i po wojnie pracował bardzo dużo dla władzy. Stworzył w Warszawie szereg budynków publicznych, które wszyscy znamy, jak Teatr Wielki czy Sejm. I właśnie jego biografię kończę lada dzień i mam nadzieję, że w maju znajdzie się już w rękach czytelników. Znów więc troszkę wracam do okresu związanego z odbudową, bo ta opowieść to lata od 20-tych do 60-tych, wtedy trwała jego kariera.

To niezwykle ciekawa postać, zagadkowa, ponieważ był człowiekiem, który dla władzy przedwojennej i powojennej z równym powodzeniem pracował. Mimo dużego zaangażowania politycznego przed wojną, komunistyczna władza go bynajmniej nie prześladowała, ale po wojnie przeżył drugie apogeum swojej kariery i był w obu systemach – przedwojennym i powojennym, architektem władzy. Starałem się jego dorobek przybliżyć i tę zagadkę tej niezniszczalności, niezatapialności wyjaśnić w książce. (PAP)

Rozmawiała Anna Kondek-Dyoniziak

autor: Anna Kondek-Dyoniziak