W Warszawie otwarto wystawę poświęconą "Zawołanym po imieniu"

W Warszawie otwarto wystawę poświęconą "Zawołanym po imieniu"

Wystawa "Zawołani po imieniu" przypomina imiona "Zawołanych", pokazuje twarze, oddaje im głos, przywraca im i ich rodzinom należne miejsce w naszej zbiorowej pamięci o II wojnie światowej - powiedział w piątek w Warszawie wicepremier, szef MKiDN Piotr Gliński podczas otwarcia ekspozycji.

Wystawa została zorganizowana przez Instytut Pileckiego. Otwierana w warszawskim Domu Bez Kantów ekspozycja, w pomieszczeniach będących nową przestrzenią wystawienniczą Instytutu, jest pierwszą wystawą opowiadającą przejmujące historie "Zawołanych po imieniu" – Polaków zamordowanych w czasie II wojny światowej za pomoc udzielaną Żydom. Ogólnopolski projekt "Zawołani po imieniu" realizowany jest przez Instytut Pileckiego od marca 2019 roku. W wyniku badań naukowych i poszukiwań archiwalnych odkrywane są dzieje osób, które zapłaciły najwyższą cenę za ludzki odruch przygarnięcia prześladowanych pod swój dach, a czasem zaledwie za podanie im chleba.

Podczas uroczystości wicepremier Gliński przypomniał, że "Zawołani po imieniu" to najbardziej poszkodowana grupa polskich rodzin, która w czasie II wojny światowej zdecydowała się na pomoc Żydom. "Ich historie nie kończą się happy endem – ginęli oni oraz ginęli polscy Żydzi, których wspierali. Bez sądu, bez obrony – najczęściej na miejscu z rąk niemieckich. Ci, co przeżyli, tracili wszystko – majątek, gospodarstwo, zdrowie, chęć do życia" - podkreślił.

"Do dziś ani oni, ani ich potomkowie nie uzyskali należnej satysfakcji moralnej i materialnej w tym względzie" - zwrócił uwagę.

Minister kultury powiedział, że otwierana wystawa "ukazuje osobiste historie +Zawołanych+, przypomina ich imiona, pokazuje twarze, oddaje im głos, przywraca im i ich rodzinom należne miejsce w naszej zbiorowej pamięci o II wojnie światowej, indywidualizuje ofiary, przywraca je symbolicznie naszej wspólnocie".

Jak mówił, "to jest niezwykle ważne, aby coraz więcej osób w Polsce i zagranicą poznało +Zawołanych+, a doceniając ich pełną poświęcenia postawę dostrzegło niesprawiedliwość, która ich dotknęła".

"Terror niemiecki i specjalne ustawodawstwo paraliżowały odruchy ludzkiej solidarności – w sposób naturalny bowiem człowiek przedkłada bezpieczeństwo swoich najbliższych i rodziny nad dobro innych ludzi. Jakże trudno być bohaterem w czasie pogardy i upodlenia, totalitarnego zastraszenia. +Zawołani+ swoim postępowaniem przekroczyli ten porządek, za co należy im się szczególna pamięć i głęboki szacunek" - podkreślił Gliński.

Zwrócił także uwagę, że "Zawołanym" należy się "pomnik i miejsce w historii Polski, ale też w historii Niemiec i całej ludzkości". "Nie rozumiem i chyba żaden Polak nie rozumie, dlaczego tak długo czekamy we wspólnej Europie na pomnik polskich ofiar niemieckiego terroru w Berlinie, pomnik 6 mln ofiar, w tym 3 mln polskich Żydów i 3 mln Polaków i przedstawicieli różnych mniejszości narodowych obywateli polskich. Nie rozumiem i całe polskie społeczeństwo nie rozumie, dlaczego tak długo czekamy na odszkodowania od Niemiec czy chociażby wspólny, międzynarodowy apel do społeczeństwa i instytucji niemieckich o zwrot zagrabionych w czasie II wojny światowej dóbr polskiej kultury, na który zgodziła się wstępnie niemiecka minister kultury, dwa lata temu" - powiedział szef MKiDN.

Ambasador Niemiec w Polsce Arndt Freytag von Loringhoven powiedział, że "pochodzi z narodu sprawców". "Niemcy w okresie II wojny światowej dokonali barbarzyńskich zbrodni, mordowali i prześladowali ludzi z powodu ich religii, pochodzenia, poglądów, koloru skóry lub sposobu życia. Te zbrodnie wykraczały poza wszelkie granice tego, co można sobie wyobrazić nie tylko w Polsce, ale tutaj w szczególnym wymiarze pozostawiły one ślady i rany, które zapewne nigdy się nie zagoją" - podkreślił.

"Nasza niemiecka odpowiedzialność za barbarzyństwo narodowego socjalizmu nigdy nie przeminie. Niemcy przyznają się do swojej odpowiedzialności i nazywamy sprawców po imieniu. Pamięć musi trwać, wiedza o tym, co się wydarzyło musi pozostać żywa, rozliczanie zbrodni musi być kontynuowane. W ten sposób możemy przyczynić się do tego, że pamięć o ofiarach trwa, tak jak pamięć o odważnych, którzy przeciwstawili się nieludzkiemu barbarzyństwu" - wskazał.

Przyznał, że chciałby, żeby jego rodacy, Niemcy "wiedzieli więcej o tym, jakiego bestialstwa dopuszczono się tutaj w Polsce, podczas wojny i okupacji niemieckiej". "Dlatego wspieram pomysł utworzenia w Berlinie miejsca pamięci ofiar wojny i okupacji na terenie Polski" - zapewnił.

Ambasador Niemiec zauważył, że "ksenofobia, rasizm i antysemityzm dzisiaj znów przybierają na sile w wielu częściach Europy, także w Niemczech". Zaznaczył, że "wszyscy czołowi przedstawiciele Republiki Federalnej Niemiec zawsze wyraźnie podkreślali, że nie ma miejsca na nienawiść i nagonkę ani na ulicy, ani w sieci". "Jest to też priorytetem naszej prezydencki w Radzie Unii Europejskiej i naszego przewodnictwa w International Holocaust Remembrance Alliance" - podkreślił. Dodał, że "z pokorą i z głębokim wstydem chyli czoła przed ofiarami zbrodni niemieckich i ich rodzinami".

Minister kultury odnosząc się do słów ambasadora powiedział, że docenia jego obecność w tym miejscu i w tych okolicznościach, przy tym wydarzeniu. "Jednocześnie moim obowiązkiem jako polskiego wicepremiera jest zwrócić uwagę, że wśród przyczyn niemieckiego terroru, okupacji, zbrodni zawsze trzeba wymieniać przyczynę być może podstawową - przynależność narodową ofiar" - wskazał.

"Doceniamy zapewnienia pana ambasadora i jego osobiste zaangażowanie w kwestie pamięci i rozliczeń. Doceniamy także słowa prezydenta niemieckiego - 1 września w Wieluniu takie ważne słowa padły, ale nie widzimy czynów i faktów" - podkreślił Gliński.

Zwrócił uwagę, że otwarty we wrześniu 2019 roku oddział Instytutu Pileckiego w Berlinie "nie został dotychczas odwiedzony przez żadnego wysokiej rangi polityka niemieckiego". "Jest to dla Polaków rzecz niezrozumiała" - zaznaczył.

"Mówi pan ambasador, że wysocy przedstawiciele polityki niemieckiej nie uczestniczą w różnego typu nagonkach, także współczesnych, odnoszących się do rzeczy, które w przestrzeni publicznej często są podnoszone i mają znamię bardzo niskich moralnych wydarzeń, związanych z ksenofobią, antysemityzmem, ale padły ostatnio słowa wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego (Katarina Barley - przyp. PAP), wysokiej przedstawicielki politycznych elit niemieckich słowa o +zagłodzeniu ekonomicznym+, dwóch wspólnot narodowych w wolnej Europie. Takie słowa wymagają zdecydowanego protestu i to nie tylko z naszej strony. To są słowa bardzo znamienne, przykre i niezrozumiałe także w kontekście zapewnień państwa niemieckiego, elit europejskich o pamięci i szacunku dla ofiar. Nie można mówić o zagłodzeniu jakimkolwiek, jakichkolwiek wspólnot narodowych we współczesnej, wolnej, demokratycznej Europie" - podkreślił wicepremier Gliński.

W imieniu rodzin upamiętnionych w projekcie "Zawołani po imieniu" głos zabrała Grażyna Teresa Olton. Jej dziadkowie Marianna i Leon Lubkiewiczowie oraz wujek Stefan zostali zamordowani przez Niemców w styczniu 1943 roku za przekazanie chleba dwóm Żydówkom.

"Moi dziadkowie byli szanowanymi mieszkańcami naszej wsi, byli zamożni, światli, pokładali ufność w swoje stabilne i dobre życie. Mój wujek Stefan Lubkiewicz był uzdolnionym chłopakiem. Kim by był po wojnie? Zawodowym muzykiem, inżynierem, a może lekarzem? Moja matka Irena latami zabiegała o upamiętnienie własnych rodziców i brata, nikt nie słyszał jej wołania o pomoc. Medal Yad Vashem został nadany po jej śmierci, nie doczekała wyróżnienia rodziców i brata" - powiedziała Olton.

"Dzisiaj po tylu latach mam wielki zaszczyt otwierać wystawę poświęconą polskim rodzinom, które niosły pomoc żydowskim sąsiadom i zostali za to zamordowani. Nigdy nie dowiem się, jaki zawód wybrałby mój wujek Stefan Lubkiewicz, nie poznałam nigdy moich dziadków, życie mojej matki zostało zamienione na zawsze, została sierotą, pozbawiona rodziny i mienia. Cieszę się, że po raz pierwszy ktoś zauważył odmienność losów naszych rodzin od reszty Sprawiedliwych. Nasi bliscy ratując sąsiadów zginęli, sprawcy mordu na mojej rodzinie nigdy nie byli ścigani, nigdy nie stanęli przed niemieckim sądem, nie mają imion" - podkreśliła. "Chrześcijański warunek wybaczenia spełnimy, ale powinniśmy wiedzieć komu mamy wybaczyć" - zaznaczyła.

Wiceminister kultury Magdalena Gawin, która jest pomysłodawczynią projektu "Zawołani po imieniu" wskazała, że upamiętnienia prowadzone są po to, aby "przypomnieć o cenie". "Sprawiedliwych na świecie jest bardzo dużo, natomiast było czymś innym ratować Żydów w Polsce, a czymś innym we Francji czy Holandii. Wystawa odpowiednio pokazuje różnicę - tak zwana kara śmierci, mówię tak zwana, bo nie wiązało się to ani z sądem, ani z prokuratorem, ani z sędzią, bliscy +Zawołanych po imieniu+ giną w straszny sposób, na ogół na miejscu" - zaznaczyła.

Dodała, że upamiętnienia prowadzone są także po to, aby "oddać głos rodzinom". "Powtarzamy i będziemy powtarzać, że historie +Zawołanych po imieniu+ nie kończą się w dniu śmierci ich bliskich, przed rodziną otwierał się bardzo trudny, bardzo ciężki etap życia w komunistycznej Polsce, rozciągnięty na całe dekady, że nikt nie przeżywał śmierci tak mocno jak członkowie rodzin" - zwróciła uwagę Gawin.

Premier Mateusz Morawiecki w liście odczytanym w piątek podczas otwarcia wystawy podkreślił, że pomoc niesiona w czasie okupacji niemieckiej Żydom to "jedna z najbardziej chlubnych kart w polskiej historii", którą "zapisały heroiczne czyny rodziny Ulmów, Kowalskich, Baranków, ofiarność Jana i Antoniny Żabińskich, wreszcie misja rotmistrza Witolda Pileckiego i Jana Karskiego". "Gdy przywołujemy te rozpoznawalne na całym świecie nazwiska, pamiętamy, że wśród uhonorowanych medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata największą, ponad 7 tys. grupę stanowią Polacy, ale mamy także pewność, że nie znamy wszystkich bezimiennych bohaterów, którzy w czasach niemieckiego terroru dali świadectwo swego człowieczeństwa" - zwrócił uwagę Morawiecki.

Dodał, że celem podsumowywanego w piątek przedsięwzięcia "było dotarcie do historii tych szlachetnych ludzi". "W czternastu miejscach w Polsce od marca ub.r. uhonorowali państwo 36 bohaterów, którzy za pomoc Żydom zginęli z ręki niemieckiego oprawcy. Czasem z całą rodziną, czasem pozostawiając żonę i osierocone dzieci. Inaugurowana dziś wystawa prezentuje ich sylwetki, losy ich rodzin i kolejnych pokoleń" - przypomniał.

Zwracając się do potomków rodzin zamordowanych, premier wyraził wdzięczność i szacunek wobec tych, dzięki którym "z dumą możemy myśleć o postawie Polaków wobec Zagłady".

Wystawa przedstawia postacie "Zawołanych po imieniu" – dzięki opisom, materiałom audiowizualnym i graficznym (zdjęcia współczesne i archiwalne, nagrania, skany dokumentów), jak i poprzez autentyczne przedmioty, które należały do zamordowanych. Zaprezentowane są losy rodzin, osieroconych przez zamordowanych bohaterów. Ukazany jest także kontekst – realia życia w tamtych latach i funkcjonowanie niemieckiej machiny terroru, jakiemu poddani byli mieszkańcy okupowanej Polski. Dopiero wiedza o tym terrorze pozwala właściwie zrozumieć opowiadane tu historie. Wystawa opracowana została w całości w dwóch językach, po polsku i po angielsku.

Instytut Pileckiego odsłonił już 14 kamieni z tablicami upamiętniającymi łącznie 36 osób w miejscowościach od Podlasia po Małopolskę. Projekt skupia się także na losach osieroconych rodzin osób zamordowanych. To rodziny, po tragicznej śmierci najbliższych, przez całe dekady ponosiły niezwykle bolesne konsekwencje niemieckich zbrodni, i często tylko rodziny pamiętały o heroizmie swoich krewnych. Instytut Pileckiego przywraca tę pamięć społecznościom lokalnym i całej Polsce. (PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska, Daria Porycka