Trzyosobowa rodzina może pożyczyć ponad 753 tys. zł na zakup mieszkania

Trzyosobowa rodzina może pożyczyć ponad 753 tys. zł na zakup mieszkania

Trzyosobowa rodzina, w której oboje rodzice pracują i każde z nich przynosi do domu po “średniej krajowej” mogłaby pożyczyć na zakup mieszkania 753,5 tys. zł - wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez HRE Investments.

Jak podaje HRE w poniedziałkowym komunikacie, jest to najwyższy wynik w historii badania - o ponad 80 tysięcy wyższy niż rok temu. Dodano, że marże i wymagania odnośnie wkładów własnych wracają do poziomów sprzed epidemii.

HRE co miesiąc bada sytuację rodziny, która nie ma innych zobowiązań finansowych, ale zdążyła już zbudować sobie pozytywną historię kredytową.

“Gdyby tego było mało, to zakładamy, że oboje rodzice mają pracę, a ich pensje zostały oszacowane na podstawie danych GUS o wynagrodzeniach w przedsiębiorstwach za okres ostatnich 12 miesięcy. Przy tym dane GUS pomijają umowy o dzieło czy zlecenie, ale też pensje w małych firmach i administracji publicznej” - podkreśla cytowany w komentarzu Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

“W sumie oznacza to, że urzędowa średnia jest trochę zawyżona. Gdyby spróbować to zniwelować poprzez obniżenie średniej krajowej o 20 proc., to i tak wciąż mielibyśmy do czynienia z całkiem solidną zdolnością kredytową. Nasza rodzina mogłaby bowiem pożyczyć na mieszkanie w ramach 30-letniego kredytu kwotę 521 tys. zł” - dodaje.

Według HRE na wzrost zdolności kredytowej wpływ miały też działania Rady Polityki Pieniężnej, która w odpowiedzi na epidemię obniżyła w ubiegłym roku podstawową stopę procentową do poziomu zaledwie 0,1 proc.z poziomu 1,5 proc.

“To wprost przełożyło się na spadek oprocentowania kredytów. Osoby, które zadłużyły się w grudniu podpisywały umowy z przeciętnym oprocentowaniem na poziomie 2,8 proc. Rok wcześniej średnia rynkowa, to było 4,3 proc. Nie jest przy tym tajemnicą, że co do zasady, im tańszy kredyt, tym banki skłonne są pożyczyć więcej” - zaznacza Turek.

Według HRE postępująca liberalizacja w udzielaniu kredytów mieszkaniowych trwała też wcześniej, co obrazują dane NBP na temat marż udzielanych kredytów.

“Marża to oczywiście ta część oprocentowania, która stanowi zarobek banku. Spójrzmy co wynika z danych banku centralnego. Wraz z wybuchem epidemii banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów. Powszechne było podnoszenie oprocentowania, brak akceptacji dochodów z umów innych niż umowy o pracę, czy podnoszenie wymagań odnośnie wkładu własnego - nawet do poziomu 30-40” - twierdzi Turek.

“W efekcie już w kwietniu przeciętna marża nowych kredytów hipotecznych wynosiła aż 3,1 proc.. Bardzo szybko okazało się jednak, że negatywne scenariusze kreślone dla mieszkaniówki się nie sprawdziły. Ceny nieruchomości nie spadły, liczba zawieranych transakcji szybko zaczęła wracać do normy, a bezrobocie stało w miejscu. Banki widząc to, także zaczęły poluzowywać wcześniej zaostrzone kryteria. Trend nasilił się, gdy okazało się, że te instytucje, które nie zamknęły się na klientów, cieszyły się dużym powodzeniem i miały dobre wyniki sprzedaży hipotek. W sumie więc zaskakująco szybko - bo już w grudniu 2020 roku - marże kredytów mieszkaniowych wróciły do poziomu sprzed epidemii” - dodaje.

Jak informuje HRE. większość instytucji bankowych oferuje już znowu “hipoteki” z 10-proc. wkładem własnym (taką ofertę ma Alior, PKO, Pekao, mBank, Credit Agricole, Santander, Millennium) co sugeruje, że banki przestały wierzyć w przeceny na rynku mieszkaniowym.

HRE informuje, że prawie wszystkie kredyty mieszkaniowe w Polsce mają zmienne oprocentowanie, co oznacza, że gdy kiedyś Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe, to w ślad za tymi decyzjami, rosnąć będą raty dziś zaciągniętych długów.(PAP)

autor: Łukasz Pawłowski

 

Przeczytaj także