W. Brytania/ Były szef branży futrzarskiej: zwierzęta w klatkach szaleją ze stresu

W. Brytania/ Były szef branży futrzarskiej: zwierzęta w klatkach szaleją ze stresu

Mike Moser przez 10 lat pracował w przemyśle futrzarskim, będąc prezesem Brytyjskiego Stowarzyszenia Handlu Futrami (BFTA). Dziś wzywa świat do zaprzestania hodowli zwierząt na futra. "Trzymanie zwierząt w ciasnych klatkach i zabijanie ich jest moralnie nie do obrony" - mówi. Przekonuje, że fermy futrzarskie szkodzą też reputacji Polski.

Moser współpracuje obecnie z organizacją Humane Society International (HSI). Na początku września udzielił głośnego wywiadu stacji Sky News, w którym określił hodowlę zwierząt na futra jako "anachroniczną, barbarzyńską i niepotrzebną".

Jak mówi w rozmowie z PAP, w ciągu pracy w BFTA odwiedził fermy w ponad stu krajach na pięciu kontynentach, w tym także w Polsce. "Nigdy osobiście nie byłem świadkiem na żadnej fermie oczywistego okrucieństwa i dlatego przekonywałem siebie, że tak długo, jak przestrzegają regulacji, wszystko jest w porządku. Ale tak nie jest...” – mówi Moser.

"Nawet na tych dobrze zarządzanych fermach problemem systemowym są klatki, które są po prostu za małe" – przekonuje. Wskazuje, że rozmiar klatek nie zmienił się od czasu regulacji UE opublikowanej 21 lat temu, podczas gdy wskutek selektywnej hodowli rozmiar zwierząt się zwiększa i przez ten czas np. lisy trzymane na farmach urosły przez ten czas średnio o 30 proc. W efekcie całe życie spędzają one w klatkach, które są zaledwie o kilka centymetrów większe od nich samych. Wyjaśnia też, że ponieważ lisy czy norki są zwierzętami, które z natury chcą rozszerzać swoje terytorium i walczą, jeśli wkraczają na terytorium innych, fermy futrzarskie nie mogą działać na zasadzie wolnego wybiegu.

"Na fermach klatki nie dość, że są za małe, to jeszcze są bardzo blisko siebie. Lisy i norki w naturze nie żyją koło siebie. Lisy są bardzo blisko setek innych lisów. One doznają stresu, bo są blisko innych, z którymi w naturze konkurowałyby o teren. To dlatego w kółko poruszają się w klatce. One szaleją ze stresu. Norki w naturze pływają, czego w klatkach nie mogą robić i są blisko setek innych norek. Stres tych zwierząt jest okropny. Przejście pomiędzy setkami tych klatek, nawet na tych dobrze prowadzonych fermach, jest trudnym emocjonalnie przeżyciem" – opowiada Moser.

"Ale w centrum tego jest absolutne przekonanie, że samo trzymanie zwierzęcia w klatce przez całe życie jest okrutne i złe. Złe jest samo zabijanie zwierząt dla produktu, który nie jest konieczny, nie ma żadnej wartości użytkowej. W 2020 r. nie potrzebujemy futer. Ludzie nie potrzebują futer po to, żeby było im ciepło. To po prostu dla zaspokojenia próżności. To tylko chęć pokazania się, zaspokojenia swojego ego" – przekonuje Moser.

Uważa on, że sytuacja, w której Wielka Brytania zakazała hodowli zwierząt na futra, ale nadal pozwala na ich sprzedaż, jest niekonsekwencją i dlatego chciałby, aby dała ona przykład dla świata zakazując także handlu futrami, tak jak np. kością słoniową. Zarazem przyznaje, że w Wielkiej Brytanii wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra było znacznie łatwiejsze niż np. w Polsce, bo ferm było niewiele i były one przeważnie małe. Stąd też w Wielkiej Brytanii był bardzo krótki okres przejściowy, bo ostatnia farma została zamknięta już w 2003 r. Tymczasem w Polsce jest to duży biznes, bo istnieją fermy, na których hodowane jest po sto tysięcy zwierząt i więcej.

"Jeśli polski parlament przyjmie ustawę o zakazie hodowli zwierząt na futra, rząd będzie musiał podjąć decyzję w sprawie kompensacji albo okresu przejściowego. Z mojego punktu widzenia, skoncentrowanego na dobru zwierząt, farmy powinny być zamknięte tak szybko, jak to możliwe, najlepiej jutro. Ale rozumiem, że realny świat tak nie funkcjonuje i są ważne argumenty gospodarcze przedstawiane przez sektor futrzarski i całe społeczeństwo, zatem jakiś okres przejściowy może być uczciwym rozwiązaniem, by biznes futrzarski przygotował alternatywne plany" – mówi Moser. Wskazuje, że w tę stronę poszła np. Holandia, gdzie żadnej kompensacji dla hodowców nie było, wprowadzono natomiast długi, 20-letni okres przejściowy na przebranżowienie się.

Moser przekonuje jednak, że nie można patrzeć na problem więzionych zwierząt tylko przez pryzmat rekompensat finansowych. "Będą koszty, ale są także koszty moralne, etyczne, koszty dla reputacji Polski, dlatego że nadal pozwala na hodowlę zwierząt na futra i to też rząd powinien wziąć pod uwagę. Jest dużo ludzi, absolutna większość w tym kraju, która absolutnie jest przeciwko futrom. Co oni myślą o Polsce, o tym, że w niej setki tysięcy zwierząt są trzymane w klatkach, a miliony zwierząt zabijane każdego roku tylko dla futra?" – zwraca uwagę Moser.

Jak mówi, według badań rynkowych ok. 75-76 proc. ludzi w Wielkiej Brytanii nigdy nie nosi i nie rozważa noszenia futer, zaś nosi lub byłaby skłonna nosić futra tylko 5-6 proc. Dodaje, że to nastawienie społeczne przekłada się na sprzedaż futer, bo choć nie ma pełnych, wiarygodnych statystyk na temat handlu w Wielkiej Brytanii, nie ma żadnych wątpliwości, że ten sektor od lat znajduje się w odwrocie i nie ma przyszłości.

"Niewielka liczba przedsiębiorstw, która nadal sprzedaje futra, musi przygotować alternatywne plany. Muszą zrozumieć, że ten biznes zbliża się do końca i teraz jest czas na przejście do innego obszaru. To samo będzie się odnosić do polskich ferm. Kiedy zostanie ogłoszone, że hodowla zwierząt na futra zostanie zakazana, muszą zacząć myśleć o przebranżowieniu się" – podkreśla Moser.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)