Firma odzieżowa H&M bada, czy jej fabryka w Indiach wykorzystywała pracowników

Firma odzieżowa H&M bada, czy jej fabryka w Indiach wykorzystywała pracowników

Kilkadziesiąt osób zatrudnionych przez indyjską fabrykę zaopatrującą H&M ujawniło, że są wykorzystywane w pracy. Głos zabrały po tym, jak zamordowano ich współpracowniczkę. H&M zdecydował się zbadać sprawę.

Szwedzka firma odzieżowa postanowiła rozpatrzeć doniesienia o przypadkach wykorzystywania seksualnego w fabryce swojego podwykonawcy w indyjskim stanie Tamilnadu, po tym jak aresztowano pracownika wytwórni podejrzanego o zamordowanie 20-latki.

"Nasza współpraca z tym podwykonawcą jest całkowicie uzależniona od wyniku śledztwa" - podkreślił zarząd H&M w komunikacie. Jak dodano, pozostają w ciągłym kontakcie z fabryką oraz nie będą tolerowali żadnego przejawu wykorzystywania zatrudnionych.

Ciało kobiety zostało znalezione niedaleko jej domu. Według informacji przekazywanych przez lokalną policję, była w związku z domniemanym sprawcą i mogła zostać zamordowana z powodu różnicy zdań. Policja zaznaczyła, że nie było żadnych zgłoszeń ze strony pracowników fabryki o wykorzystywaniu seksualnym.

Aktywiści działający w regionie twierdzą jednak, że spływało do nich wiele skarg o tego rodzaju incydentach. Nandita Shivakumar, koordynator Azjatyckiego Sojuszu Płacy Minimalnej działającego na rzecz pracowników w sektorze odzieżowym, zwróciła uwagę, że ofiara przed śmiercią mówiła, że była wykorzystywana przez współpracownika. "Matka dziewczyny i znajomi z pracy powiedzieli, że zwierzała im się, że znęcano się tam nad nią" - powiedział.

Jak wskazała, co najmniej 25 pracowników zgłosiło się do organizacji mówiąc, że byli wykorzystywani. "Mamy wrażenie, że zarówno firma jak i producent nie stworzyli odpowiednich warunków dla swoich pracowników do wnoszenia skarg" - dodała.

Fabryka należy do indyjskiego przedsiębiorstwa odzieżowego zatrudniającego ponad 12 mln pracowników, które niejednokrotnie posądzano o nękanie i seksualne wykorzystywanie zatrudnionych. Aktywiści działający na rzecz praw pracowniczych uważają, że to wielkie marki odzieżowe przyczyniają się do eksploatacji pracowników poprzez nakładanie na swoich podwykonawców presji, by dostarczać towar jak najszybciej i jak najtaniej.

Działacze zwracają również uwagę, że prawa o zwalczaniu wykorzystywania seksualnego w pracy, które ustanowiono w 2013 r. są nieskutecznie wprowadzane życie - żeby kobiety mogły złożyć skargę muszą powołać 10-osobowy komitet.

"Ludzie boją się zgłaszać, ponieważ boją się zemsty ze strony pracodawców. Ponadto jest mała świadomość tego jak można wykorzystać to prawo. W tej fabryce składano werbalne skargi, które nie były poważnie traktowane" - powiedziała Shivakumar. (PAP)

 

Przeczytaj także