Olgierd Łukaszewicz dla Onetu: miarą prawa i sprawiedliwości, wedle podawanych opinii, ma być lincz

Olgierd Łukaszewicz dla Onetu: miarą prawa i sprawiedliwości, wedle podawanych opinii, ma być lincz

Miarą prawa i sprawiedliwości, wedle podawanych opinii, ma być lincz powodowany emocjami, brakiem informacji; to jest nieprzyzwoite. Pod pozorem wymierzania sprawiedliwości ludzie zmieniają się w katów - ocenił w wywiadzie dla Onetu aktor Olgierd Łukaszewicz zaszczepiony przeciw Covid-19 w szpitalu WUM.

"Jesteśmy po godz. 22., cała Polska usłyszała, jakie są wyniki kontroli w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Dostrzeżono wiele nieprawidłowości. Jakich? W dziedzinie doboru osób, jakie zaproponowano, spoza grupy zerowej, do udziału w szczepieniach. Żeby zrozumieć tę sytuację, trzeba przyjąć dramaturgię, jaka miała w tamtym momencie miejsce. Mamy szpital, personel. Na korytarzu pusto. Lekarki zastanawiają się, kogo by tu wziąć? Aktorów! Ale gdzie są teraz aktorzy? W teatrach. Tylko, w którym teraz mogą być próby? A u Jandy są próby. No to mamy. I teraz proszę przyjąć naszą perspektywę. Jesteśmy w teatrze, następnego dnia mamy mieć premierę, więc na czas prób musimy zdjąć nasze maski. A tu nam mówią: +możecie się zaszczepić+" - mówił Łukaszewicz odnosząc się do szczepień w WUM.

Na uwagę, co sobie wtedy myślał odparł: "A co ty, Łukaszewicz, antyszczepionkowiec jesteś, żeby się nie zaszczepić? Oczywiście, że się zaszczepię!". "Usiłuje się nam wmówić, np. pan Stankiewicz, że to moralny wybór, że należy się zastanowić. W naszej sytuacji nie było na to czasu. Nie było chwili na taką deliberację. Bo kto nas zaprasza? Lekarze. Więc, czy my szkodzimy tym lekarzom? Czy my działamy tak, jak oni nam mówią? Poza tym, w powietrzu unosi się to, że mamy być ambasadorami, by promować szczepienia. Pani Rigamonti mówi, że sprawa pachnie oszustwem, bo takie rzeczy się podpisuje. Nie zawsze. Może komercyjne ambasadorowanie, ale honorowo? A człowiek dawał twarz wielu akcjom. Wielu dobroczynnym akcjom. Wtedy za podpisami nikt się nie oglądał" - powiedział Łukaszewicz.

Jak podkreślił, "tak jak mówiła Krystyna Janda w TVN-ie. Były pytania, gdzie te kamery, gdzie to? +To będzie później+. "W dobrej wierze przystąpiliśmy więc do szczepienia. Uważam, że przykładanie do tego odpowiedzialności moralnej, obywatelskiej, jest naprawdę nadużyciem" - zaznaczył Łukaszewicz.

Na uwagę, że wśród zarzutów pada też wejście w kolejkę przed lekarzy aktor odparł: "Mam wielki szacunek dla wszystkich lekarzy, którzy ryzykowali własnym życiem dla ratowania innych. Nigdy nie ośmieliłbym się z nimi konkurować". "Jednak jak idzie o samo uprawnienie do szczepienia, to jako 74-latek mam je, podobnie jak wielu moich rówieśników i osób starszych w tym kraju. Jeśli nie przyłożymy miary, że w tej sprawie reżyserem był czas, to nie zrozumiemy sytuacji. Ja nie jestem od tego, by oceniać, czy powinny być wcześniej przygotowane listy" - powiedział Łukaszewicz.

"Zwracam się więc z uniżoną prośbą, aby nie wystawiać nam ocen, cenzurek, typu etycznego. Wtedy, kiedy politycy nas potrzebują, to nasze rozpoznawalne twarze są im bardzo potrzebne. To jest jedyna waluta, jaką posiadamy. Oczywiście, jest wielu zasłużonych, mądrych ludzi. Profesorów, powstańców, ale jeżeli ktoś miał zamiar, żeby z nas uczynić osoby, które będą zagrzewały do szczepień, to postąpił słusznie" - dodał aktor.

Pytany, czy nadal będzie promował szczepienia, jeśli będzie taka potrzeba, Łukaszewicz odparł, że będzie agitował za szczepieniami, "jako ten, który przeszedł to i zobaczył, że to nic takiego". "Można by dyskutować z dziesiątkami zarzutów, które padły pod naszym adresem. Ach, zaryzykuję i powiem. Jak mnie kiedyś proszono – czego dziś oczywiście żałuję – abym wszedł do Komitetu Honorowego Lecha Kaczyńskiego, nikt ode mnie nie żądał, żebym coś podpisał. A przecież sam wygłaszałem mowy na poczet tego, że będzie on mężem opatrznościowym polskiej kultury" - podkreślił aktor.

Aktor był też pytany, o to jak się po tym szczepieniu czuje. "Bardzo dobrze. Zresztą nikt z tej grupy, z którą byłem w teatrze, nie miał powikłań. Ani ja, ani Krystyna Janda, Emilia Krakowska czy Grzegorz Warchoł. Byliśmy szczepieni razem, jako obsada spektaklu +Aleja Zasłużonych+" - odpowiedział Łukaszewicz.

"Naprawdę, trzeba się wczuć w rolę tych dziewczyn, pań, które miały do rozdzielenia te szczepionki. Ich czas liczył się na godziny. Nie miały ludzi, więc wpadły na pomysł, żeby dać je aktorom, to może oni nam później pomogą w promocji szczepień. Oczywiście, ja nadal deklaruję pomoc. Jeżeli jeszcze nie zdewaluowano naszych twarzy i nazwisk po tej akcji" - dodał Łukaszewicz.

Na uwagę, że próby do premiery odbywały się w Teatrze Polonia, w miejscu, w którym pracownicy odbierają teraz dziennie kilkadziesiąt telefonów z pogróżkami łącznie z groźbami spalenia teatru aktor odpowiedział: "Wie pan dlaczego? Miarą prawa i sprawiedliwości, wedle podawanych opinii, ma być lincz. Lincz powodowany emocjami, brakiem informacji, bez przykładania żadnej miary. To jest nieprzyzwoite. Pod pozorem wymierzania sprawiedliwości ludzie zmieniają się w katów".

"Coś niedobrego z nami się stało. Żeby tyle emocji? Żeby tylu znanych, cenionych dziennikarzy zamieniało się w śledczych? Myśląc, że przez publiczne grillowanie Jandy uzyska dodatkowe informacje, kto za tym stał, co, jak i jak niegodnie sprzedał się aktor? A to wszystko było ciśnienie czasu. Czas był reżyserem. Takie jest moje zdanie" - podkreślił Łukaszewicz. (PAP)

Przeczytaj także